środa, 28 stycznia 2009

pokolenie asów wkracza do lasów?

Program edukacji na wyższych uczelniach podlega ciągłym "zmianom", "udoskonaleniom", które mają ułatwić przekazywanie i zdobywanie wiedzy. Jak mniemam tak to miało wyglądać, ale jak jest to sami (studenci) najlepiej wiemy.

Dotychczas przysparza on nie mało kłopotów wykładowcom i studentom. Prowadzący przedmiot często nie wiedzą jak oceniać posiadany przez studenta zakres wiedzy z poziomu podstawowego a jak z rozszerzonego, w jaki sposób podzielić zakres materiału i jakimi przy tym kryteriami się kierować.

Dawniej przedmioty trwały rok. Składało się papiery na konkretną specjalność danego kierunku. Program był wszystkim konkretnie znany i nie następowało tak duże rozdrobnienie na poszczególne przedmioty i dodatkowo na jakieś poziomy podstawowe i rozszerzone (problem jest podobny do kwestii nowej matury, poziomów zdawania jej oraz kwestii przedmiotów obowiązkowych).

Nie przeczę, że zmiany w edukacji są niepotrzebne. Wprost przeciwnie obu ich było jak najwięcej, bo przecież świat nauki nie stoi w miejscu. Tyle tylko, że zmiany te muszą być przemyślane i skonkretyzowane.

Jako młody adept leśnictwa - jednego z ważniejszych działów nie tylko gospodarki ale również nauk przyrodniczych - uznaję półtora roku studiowania, może nie za stracony ale poziom wiedzy z tego zakresu nie jest zatrważający.

Patrzę na swoje Koleżanki i Kolegów, którzy ukończyli technika leśne (obecnie znajdują się w mniejszości na tym kierunku i należałoby zadać pytanie: dlaczego tak jest?) i widzę, że przez ten czas niczego nowego się nie nauczyli a wręcz to co jest serwowane na obecnych zajęciach akademickich - dziś już uniwersyteckich (sic!) - to sprawy trywialne i oderwane od rzeczywistości późniejszej pracy w lasach. Mam tu na myśli niektóre przedmioty, które nie powinny się znaleźć w programie studiów - zabierają cenny czas na naprawdę ważne rzeczy.

Bynajmniej nie służy to poszerzaniu horyzontów naukowych przez młodych ludzi. Brakuje przede wszystkim praktyki w terenie. Bo co z tego, że rozmawiamy o całej problematyce zrównoważonego gospodarowania zasobami leśnymi - skoro będąc w nim już w pracy (co też jest nie łatwą rzeczą) jesteśmy kompletnie "zieloni" - już nie za sprawą umundurowania.

Czy pokolenie asów wkracza do lasów?
Z pewnością tak się stanie , ale w negatywnym tego słowa znaczeniu i mam pewne obawy, że to może być przypadkiem mój rocznik.
Usłyszałem kiedyś "od starszego kolegi po fachu":

"Bo widzisz my to jeszcze będziemy praktykami, a wy już tylko teoretykami"

Mam nadzieję, że ten czarny scenariusz się jednak nie ziści.

czwartek, 22 stycznia 2009

łoś na terenie Borów Kujańskich?

w czasie bożonarodzeniowego spaceru z rodziną napotkaliśmy na pozostawiony na śniegu dziwny trop...zdecydowanie inny od bytującej i spotykanej dotychczas zwierzyny...za duży jak na trop jelenia byka...

 ...odstępy pomiędzy pozostawionymi śladami wskazywałyby na zwierzę poruszające się powoli i "ociężale"...

...wszystko przemawiałoby za tym, że w łowisku pojawił się łoś...pytanie skąd mógł przywędrować? wielce prawdopodobne, że pochodzi z Puszczy Noteckiej a jego szlak wędrówki przebiegał właśnie wzdłuż Noteci a następnie mniejszych cieków wodnych...


kolejne pytanie nasuwa się jak długo pozostanie w tym miejscu?
dlaczego oddalił się od swojej ostoji?
ile faktycznie przebył km?
w jakim wieku jest owy osobnik?
czy jest to klępa a może byk?


teraz już wiadomo na pewno

tropy łosia zaobserwowano w Nadleśnictwie Lipka niedaleko wsi Potulice a jeszcze wcześniej koło Krajenki (Nadleśnictwo Złotów)

sobota, 10 stycznia 2009

bulwersujące fotografie?

Nie dane mi było do końca obronić swojego stanowiska w kwestii zamieszczonych przeze mnie fotografii (przełom listopad-grudzień roku ubiegłego) na stronie klubu fotograficznego, którego jestem członkiem.

Zdjęcia wywołały nie małą dyskusję, a to głos jaki zabrali niektórzy z członków owego zrzeszenia:
JG
Nasz kolega klubowy KS umieścił na naszej stronie zdjęcia z polowania. Chyba pomylił strony! Nasz klub jest po to aby pokazywać piękno żywej przyrody a nie jej unicestwianie. Zdjęcia zabitych kaczek, radosnych myśliwych to chyba nie miejsce na naszej stronie!!! Czy my jesteśmy klubem myśliwskim??? Zew krwi to chyba nie pod tym adresem.
JG
Dzięki naszej interwencji zdjęcia zostały natychmiast wycofane! Mamy nadzieje, że więcej tego typu zdjęć już nie zobaczymy!!!

MK
Nie uwierzyłem własnym oczom jak otworzyłem naszą stronie; niczym temat m-ca listopada "PONIŻEJ ZERA." dobrze że, po naszej szybkiej interwencji owe fotki zostały wycofane, oczekujemy jednako na zabranie stanowiska odnośnie tego incydentu, przez nasze Władze klubowe. A może ktoś nie wie, iż aparat fotograficzny to nie strzelba do zabijania tylko do fotografowania a fotki z takich rzezi nie są przez nas Fotografików tolerowane. Jakie stanowisko w tej sprawie zajmie Prezes? w imieniu członków klubu MK
BS
Widzę, że Kubie udało wywołać się trochę emocji wśród niektórych naszych kolegów. Niestety nie miałem okazji zobaczyć co było tego przyczyną, może faktycznie zdjęcia te nie powinny się znaleźć na naszej stronie, ale myślę, że usuwanie ich jest lekką nadgorliwością. Założyć można z opisów kolegów, że nie przedstawiały scen zabronionych polskim prawem, ponad to nie były w żaden sposób sprzeczne z naszym regulaminem klubowym (może trzeba będzie go zmienić w związku z tym w najbliższej przyszłości). Myślę, że to jest bardzo ciekawy temat do dyskusji na spotkaniu klubu. Najchętniej wniósł bym o przywrócenie tych zdjęć na stronę by móc zobaczyć o co te krzyki, ale pewnie nie wszystkim się to spodoba, prosiłbym o przedstawienie ich na spotkaniu jako załączenie do dyskusji.
MS - prezes klubu fotograficznego
Witam wszystkich!
Nie będę się odnosił do zdjęć, bo ich nie widziałem. Jeśli posiadały aspekt artystyczny - nie mam nic przeciwko, aby były na stronie, jeśli dokumentalny - powinny mieć dodany tekst opisujący, bo same zdjęcia mogą być odebrane różnorako. Z drugiej stron jako Klub powinniśmy wyrzucić z naszych galerii prawie 80% zdjęć, bo są słabej jakości fotograficznej i przedstawiają jedynie fotoreportaże z kolejnych "wyjść z aparatem" poza dom.
Na pewno z początkiem roku 2009 zmieni się kilka spraw związanych z umieszczaniem zdjęć w galeriach. Jeśli ktoś jest ma czas i posiada odrobinę samokrytycyzmu proponuję już teraz weryfikować swoje galerie. Dotyczy się to wszystkich.

KK
Witam. Dostałam wiadomość od MK. Zdążyłam je obejrzeć. Zgadzam się - to nie to miejsce.

PZ
Witam panie J całkowicie się z panem zgadzam. To nie są zdjęcia na naszą stronę.
MS - prezes klubu fotograficznego
Widzę, że dyskusja jest wielka.
Klubowicze, jeśli uważacie, że przyroda i artyzm to tylko ładne drzewa i piękne zachody słońca to jesteście w wielkim błędzie. Wystarczy obejrzeć kilka programów z cyklu National Geografic - dzika przyroda i piękno lwów, tygrysów, pająków i innych zwierzaków odchodzi w niepamięć.
Polowania są jak najbardziej naturalną sytuacją w obecnych czasach i pomijając sprawę polowania dla przyjemności stanowią selekcję zwierzyny w celu regulacji populacji.
Proponuję, aby Kuba przyniósł te zdjęcia na spotkanie lub przysłał do mnie i podyskutujemy o tym na spotkaniu w grudniu.

JG
jeżeli uważasz, że zdjęcia psa z kaczką w zębach ze zwisającą głową to zdjęcia artystyczne to ja dziękuję za takie towarzystwo. Na żadnych stronach przyrodniczych nie ma takich zdjęć np.foto-przyroda.pl, ZPFP, czy nawet w prywatnych stronach fotografów przyrody. Od takich zdjęć jest strona Łowca Polskiego i innych tego typu. To jest moje zdanie na ten temat.
SJ
Witam. Zdjęć Kuby jeszcze nie widziałem, ale fakt, że owe zdjęcia są z polowania ludzi , świadczy o tym, że to nie jest naturalna selekcja w przyrodzie. Myślałem, że klub ma w jakiś sposób pomóc w ochronie przyrody, a nie niszczyć ją dla przyjemności. Dlatego uważam, iż tego typu zdjęć nie powinno umieszczać na stronie klubu.


MS - prezes klubu fotograficznego
Proszę nie mylić polowania z kłusownictwem.

AP - sekretarz klubu fotograficznego
Wiem o sprawie od MK, zadzwoniłem do Jakuba i wycofał zdjęcia, też uważam że to nie miejsce na nie.
 
To tyle co mieli w owym czasie do powiedzenia szanowni Koledzy i Koleżanki.
W odezwie napisałem ten "tekst publicystyczny", który miał być rozesłany wszystkim klubowiczom by na spokojnie się z nim zapoznali i mogli się właściwie ustosunkować:

Czym jest polowanie?
Zapewne wiele osób się z tym zgodzi, ale i też wielu będzie temu zdaniu przeciwna.
Pomijając aspekt regulacji liczebności poszczególnych gatunków, to wg mnie obcowanie, kontakt z przyrodą w możliwie najbliższy sposób. Te unikalne sceny (jak np. z: toków cietrzewich, głuszców, bekowiska, rykowiska) ta cała gama wrażeń jakie doświadczają myśliwi w czasie polowania jest tylko im dana, a ”zwykli śmiertelnicy” nie są w stanie nawet po części sobie tego wyobrazić.

„Polowanie to obraz życia w całej jego złożoności, gdzie od miłości tak blisko do nienawiści jak od życia do śmierci.” – niestety nie pamiętam kto jest autorem tych słów.
Chciałbym Państwu przedstawić artykuł i fotoreportaż z obszerną relacją z wrześniowego polowania na kaczki , na które zostałem zaproszony przez przyjaciela, leśnika Maksa z KŁ Żuraw w Szczecinie, gospodarującym w okolicach miejscowości Chojna i Bielinek w woj. Zachodniopomorskim.
Fotografie te wzbudziły w niektórych z Państwa oburzenie i mieszane uczucia.

Nie o to mi chodziło, chciałem po prostu podzielić się swoimi wrażeniami i pokazać inną formę kontaktu z naturą.

Dłuższy wstęp
Jak wiadomo studentom się nie przelewa, to też w okresie wakacyjnym pracowałem. Pomimo, że byłem wtedy dopiero po pierwszym roku studiowania leśnictwa, to już udało mi się znaleźć pracę „w branży”, dokładnie jako prelegent w Ośrodku Edukacji Przyrodniczo-Leśnej działającego przy Nadleśnictwie Kliniska (RDLP Szczecin) w Leśnym Kompleksie Puszcza Bukowa i Goleniowska. A więc troszkę mnie buty poniosły w świat. Cóż taka kolej rzeczy.
(jak zawsze wszystko się dzieje za pośrednictwem kobiet ;)
Rozpocznę od tego, że wspólna pasja potrafi naprawdę połączyć ludzi kompletnie sobie obcych. Z Maksem poznałem się dzięki jego wspaniałej małżonce Anecie – wtedy akurat stażowała w tym samym miejscu, w którym ja "pracowałem”.
Przegadaliśmy wtedy bite 3 godziny na tematy związane z kynologia myśliwską i sygnalistyką, nie wiedząc nawet kiedy ten czas minął. I owe nasze spotkanie zaowocowało zaproszeniem na wspólne polowanie, na które nie mogłem a nawet nie chciałem odmówić.

Ale wszystko po kolei...
Na leśniczówkę Potok – czyli do mojego domu – wróciłem po tej małej „banicji” 26 września w godzinach późno nocnych. Ósma rano – pobudka – trzeba przepakować plecak i jechać do Poznania zakwaterować się na "Przylesiu”, gdyż ten rok akademicki ma się zacząć wcześniej bo 29.09. a polowanie na które zostałem zaproszony ma się odbyć dzień wcześniej. Terminy napięte do granic możliwości. Po południu jestem już w stolicy Wielkopolski a po kilku godzinach zakwaterowany w akademiku. Wieczorem wsiadam ponownie w pociąg i o godz. 22 jestem mile witany przez przyjaciół w ich domu. Rozmowy toczą się do pierwszej w nocy. Krótki sen, godzina czwarta nad ranem - z racji, że jest okres rykowiska, trzeba wyjść i chociaż posłuchać króla kniei.
Z porannego wyjścia na podsłuchy w czasie rykowiska.

Na zdjęciu kol. Maks z Ajrą, potocznie Burką – 4-miesięczną suczką wyżła niemieckiego szorstkowłosego, potrafiącą pomimo tak młodego wieku: chodzić przy nodze luzem, zachowywać się cicho na stanowisku i w czasie podchodu, pracować na prostych włóczkach, pozostawać w miejscu luzem, aportować drobną zwierzynę z siadem i oddaniem do ręki – to zaledwie efekt 3 tygodniowego szkolenia – zabawy – na tym prostym przykładzie widać jak ważne są te pierwsze miesiące dla psa, który ma pracować (czy to jako pies towarzysz, myśliwski, obronny,…).

O godzinie dziewiątej spotkanie na stanicy i polowanie na kaczki w 3 strzelby i 1 aparat.
W polowaniu a właściwie koleżeńskim spotkaniu uczestniczyli nie tylko trzej myśliwi, ale również niezwiązane z łowiectwem osoby, które najzwyczajniej w świecie chciały zobaczyć w jaki sposób przebiega polowanie i czym tak właściwie jest. Wszyscy zebraliśmy się na „stanicy” gdzie odtrąbiliśmy sygnały: „zbiórka myśliwych”, „powitanie” i „apel na łowy”, całe spotkanie aranżował kol. Jarek – prowadzący polowanie.
Sygnalistyka myśliwska to tylko część przebogatej kultury i historii łowiectwa.

W dużym skrócie, sygnały grane na małych rogach Furst Pless – pszczyńskich (prezentowanych na zdjęciach) służą nie tylko jako „upiększasz” (mam tu na myśli utwory grane na nich, kwalifikujące się do muzyki myśliwskiej, jak np. fanfary czy marsze), ich głównym zadaniem w dawniejszych czasach był charakter informacyjny i ostrzegawczy – by polowanie zbiorowe przebiegało po pierwsze sprawnie a po drugie bezpiecznie; umożliwiają porozumiewanie się na dużych odległościach, oczywiście przy sprzyjających warunkach i temu po dziś dzień służą grane na polowaniach takie sygnały jak: „Naganka naprzód” muz. 1876, „Zakaz strzału w miot” muz.1937 czy „Koniec pędzenia, rozładuj broń” muz.1876.

Chociażby na powyższym przykładzie już widać, że polowanie to nie jest tylko w mniemaniu ludzi nie znających się na rzeczy, zabijanie zwierząt dla ludzkiej satysfakcji i przyjemności.
To coś więcej. To ”mistyczny obrządek”, którego kultywowanie jest naprawdę rzeczą wspaniałą i wartą uwagi.

Wróćmy jednak do relacji.
Po krótkiej odprawie, na której zostały omówione zasady bezpieczeństwa, przedstawieni myśliwi, osoby dodatkowo uczestniczące w polowaniu niejako „na przyczepkę” i oczywiście po przedstawieniu psów myśliwskich ruszyliśmy w kierunku śródpolnych oczek wodnych na których mieliśmy zapolować na kaczki.
W pierwszym oczku nie było ani jednej kaczuchy, za to w drugim mieliśmy szczęście i natrafiliśmy na całkiem pokaźne stadko – które zasygnalizowały nam psy – wyżły (psy legawe) mają wspaniałą cechę informowania, w bardzo specyficzny sposób o obecności zwierzyny w łowisku, mianowicie po tym jak pies dostanie odwiatr zwierzyny zastyga w iście posągowej pozycji – nosem wskazując kierunek w którym się znajduje zwierzyna drobna – jest to tzw. stójka - i trwa w tej pozycji dopóty dopóki myśliwy do niego się nie zbliży i nie da polecenia aby wypłoszył zwierzyny drobnej przede wszystkim ptactwa. Myśliwi spokojnie zajęli stanowiska, po krótkiej chwili psy wypłoszyły je z szuwarów.
Podniosło się stadko którego nie zliczyłem. Padły pierwsze strzały, po których kilka ptaków zastygło w swym szybkim locie i spadło, to na wodę, to w gęste trzciny. W sumie spadły cztery kaczki w tym jedna zbarczona (czyli raniona).

Jakże ważny jest niezrównany towarzysz łowów, niech świadczą o tym poniższe fotografie.
Hektor doświadczony 8 letni pies po podniesieniu tych trzech, niezmordowanie poszukiwał w szuwarach tej jednej rannej. Zaaportował ją w perfekcyjny sposób, przynosząc ją w kufie jeszcze żywą do myśliwego.


I tu właśnie widać, że pies myśliwski nie jest uzupełnieniem myśliwego, tylko zupełnie odwrotnie, to myśliwy jest uzupełnieniem psa, którego bogatym instynktom i umiejętnością należy ufać. 

Nie można nie wspomnieć o wspaniałej atmosferze i wielkiemu koleżeństwu panującym w czasie tego wspaniałe dnia. W gronie polujących z nami tego dnia był „stary łowczy” kol. Jan - wspaniały człowiek. Jak wiadomo z wiekiem zdrowie nie oszczędza nikogo. Byłem zachwycony poszanowaniem starszego kolegi. Pomimo, że nie udało mu się niczego upolować otrzymał kilka kaczek w prezencie. By móc je spokojnie oprawić opuścił nasze grono po przerwie w trakcie której było ognisko i czas na odpoczynek dla ludzi i piesków.
„Posiłek” odegrany, „Pióro na rozkładzie” zagrane jedziemy jeszcze zajrzeć w ostatnie miejsca.

W czasie drogi spotkaliśmy się z właścicielem pól na których się poruszaliśmy, Stefanem – również członkiem tego samego koła. Na wstępie powiedział gdzie spotkanie z ptactwem jest pewne. Został zaraz zaproszony na to ostatnie oczko. Nie odmówił. Po drodze zabrał swojego wyżła niemieckiego szorstkowłosego – wabiącego się Vescu.
To dowód na to, że polowanie traktowane jest przez prezentowane tutaj osoby w sposób poważny. Dla prawdziwych myśliwych etyka łowiecka stoi na pierwszym miejscu, a pozyskana zwierzyna - dziczyzna - jest jedynie dodatkiem. Największą wartością dla nich są wspomnienia, uścisk dłoni z gratulacjami w czasie wręczania „złomu” (gałązki, która jest oznaką odniesionego sukcesu łowieckiego) i satysfakcja czerpana z pracy psa myśliwskiego.



aport cyraneczki w wykonaniu Ajry


udekorowanie złomem, uścisk dłoni i ogromna satysfakcja z pracy psa


Na sam koniec chciałbym zadać pytanie: czy całe to zamieszanie wokół tych fotografii było warte i czemu ono miało w ogóle służyć?

Prezentowane zdjęcia w niniejszej relacji ukazują sceny, które nie były w żaden sposób wyreżyserowane i zapozowane.

Sztuką jest wg mojej skromnej opinii uchwycić takie ulotne chwile.

Dziękuję za wysłuchanie mojego zdania/przeczytanie tekstu mojego autorstwa.


(by zamieścić komentarz kliknij link poniżej)