wtorek, 1 listopada 2011

sobota, 29 października 2011

"przypadkowe poszukiwania" postrzałka byka daniela

wiele przypadku sprawiło, że poszukiwaliśmy postrzałka daniela byka... będąc w drodze do jednego z rezerwatów przyrody, na skrzyżowaniu leśnych duktów nieopodal docelowego miejsca napotykamy trójkę myśliwych, cóż "nie omieszkałem się zatrzymać i zamienić kilku słów", za mną z samochodu wyskakuje Pasja...

- ooo... cóż za śliczny seter irlandzki!
- niestety nie, to płochacz niemiecki... świetny tropowiec, dzikarz i aporter, jeśli potrzebna byłaby kiedyś pomoc przy poszukiwaniu postrzałka to jesteśmy do dyspozycji, suczka jest przez cały czas ze mną w akademiku "Przylesie"

na te słowa miny rozmówców się zafrasowały
- tak się właśnie składa, że kolega strzelał do byka daniela, niestety niefortunnie na miękkie, już odczekaliśmy dobra godzinę a drugi kolega miał za chwilę jechać po swoje psy, ale skoro już Pan tu jest to może spróbujemy?
- nie ma problemu

wszędzie gdzie jestem z psem mam przy sobie torbę myśliwską a w niej zwinięty otok i obrożę tropową... cóż pech chciał, że akurat został wyjęty na rzecz aportów... na szczęście Lena znalazła w bagażniku smycz nieco dłuższą od mojego rzemienia na którym prowadzę psa... jedziemy na zestrzał... miało być raptem 0,5 km od miejsca spotkania a tu jedziemy i jedziemy... w końcu jeep przed nami zatrzymuje się, jesteśmy na miejscu... niefortunny strzelec pozostał na krzyżówce a my będziemy poszukiwać rannego byka z doświadczonym i dobrze znającym teren myśliwym, którego spokój udziela się także mnie... doskonale zrelacjonował przebieg zdarzenia i wskazał miejsce z dość dużą ilością farby, zakładam psa na trop i ruszamy... po niecałych 100m podnoszą się przed nami 2 daniele... czarne myśli ogarnęły moją głowę, nie pozostaje nic innego jak zastopować psa, zawarować i wyciszyć, decyduję, że rozpoczniemy ponownie od początku, przy leżącej kłodzie na której jest farba ponownie na kilka minut odkładam psa... w tym czasie odnajdujemy kolejną farbę, "łapiąc" kierunek uchodzenia rannej sztuki... ponownie zakładamy psa na trop pewnie idzie wytyczonym przez nas kierunku lekki skręt w prawo, przechodzimy przez dorogę

- widział gdzieś pan farbę po drodze? bo ja przyznam szczerze, że nie...
- była kawałek temu przy tym buku

pies przechodzi pod wywalonym dąbkiem, ja przechodzę górą
- jest farba! - mówię nieco głośniej, do strzelca idącego za mną... i zaraz słyszę odpowiedź
- widać psiak idzie dobrze

dosłownie po chwili, jakieś 20m przed nami podnosi się byk i niezbyt szybko uchodzi... przykucam i zatrzymuję psa
- puszczać w gon by osaczyła?
- nie

spokojnie strzelec podchodzi wolno do oddalającego się byka z przestrzelonym tylnym badylem... pada strzał, byk kładzie się po strzale w nasadę karku... kiwnięcie ręki oznacza koniec pracy

Pasja (ELBA z Wdeckiego Parku) przy byku daniela po pracy na 400-450m tropie do miejsca podniesienia się rannej zwierzyny z łoża

puszczam psa luzem do leżącego byka, którego nie widziała po zawarowaniu, jakieś 100 może 150m dalej... to co usłyszałem było dla mnie przepiękną muzyką... pełne pasji oszczekiwanie martwego zwierza...  gratulacje za pracę psa i udzieloną pomoc, szczery uścisk dłoni... czegóż więcej do szczęścia?

środa, 28 września 2011

Regionalny Konkurs Pracy Dzikarzy Głęboczek k. Skępego ZO PZŁ Włocławek 25.09.2011r.

przekonałem się na własnej skórze, jak wielką prawdę niesie stwierdzenie "prawdziwych Przyjaciół poznaje się w biedzie/potrzebie"...

sobota godz. 13, dzwoni telefon - to Darek, pewnie chce obgadać szczegóły jutrzejszego wyjazdu:
- no co tam?
- słuchaj Kuba, jest taka sprawa - głos lekko załamuje się - nie pojedziemy na dzikarze, właśnie popsuło mi się auto... wiesz siła wyższa... naprawdę przepraszam...

ta informacja spadła jak grom z jasnego nieba... co teraz zrobić? opłata złożona, wyjazd w zasadzie za kilkanaście godzin, a tu nie ma jak się dostać na miejsce... nic to, jak to mówią: "nadzieja umiera ostatnia"...
uruchomiłem wszystkie możliwe kontakty, ale... kto by chciał wstawać przed świtem i to jeszcze w niedzielę, żeby pojechać z kimś parę set km, po to by jego pies poszczekał na dzika? no właśnie... chwila, przecież chłopaki mówili że jadą z jagami! szybki telefon i sprawa jasna... z Poznania musimy się dostać pociągiem na rano (na 5:30) do Gniezna, gdzie z dworca PKP nas zgarną i dalej już pojedziemy autem (vw-em a w nim 4 pasażerów i 4 psy;) ... nie było innej rady godz.2:05 jesteśmy na przystanku, z którego autobusem nocnym docieramy na dworzec, z którego o 3:05 ma odjechać nasz pociąg (oczywiście, jak się później okazało z opóźnieniem) dalsza podróż przebiegała już bez niespodzianek... a mną cały czas targały rozterki: czy ta cała przeprawa, tyle km ma sens? czy podróż i zmęczenie (również moje) nie wpłynie negatywnie na psa i jego pracę?

losujemy nr startowy 2 (ostatnio również taki nam przypadł)... standardowo konkurencja posłuszeństwo (chodzenie w lesie z psem na krótkim otoku między drzewami, później również luzem przy nodze, następnie zwolnienie psa i przywołanie do nogi) bez najmniejszych problemów, teraz kolej na "koronę" czyli pracę w zagrodzie dziczej... pierwszy pies - jagdterrier, który wchodził do niej nie sprostał zadaniu, z małymi obawami wezwani przez sędziów wchodzimy do środka, pies ma 10 min na znalezienie pojedynczego sporego odyńca w zagrodzie o powierzchni ok.3 ha... Pasja pobudzona, widać że wie co ją czeka... puszczona rozpoczyna poszukiwanie, cały czas ciągnie ją w spore bajoro, które przepływa... przyznam szczerze, że już myślałem, że nic z tego nie będzie, ale... w 9 min. rozpoczyna pracę na odyńcu, który zaszył się w drugim końcu zagrody właśnie za tym "stawem", w tym momencie uchodzi ze mnie całe napięcie, wiem że nie odpuści... po kilku minutach sędziowie proszą o odwołanie psa, a w zasadzie złapanie go i tu nastąpiła u nich mała konsternacja, zdziwienie i podziw, po wydanej przeze mnie komendzie przywołującej Pasja natychmiast w pełnym biegu przybiega  przez bagno i siada przede mną... oceny nie mogły być inne, niż zbliżone do maksymalnych (jedynie dwie 3 za wiatr i sposób szukania, reszta same 4 - czyli maksy)... po zagrodzie czas na pracę na tropie farbowym, który był dla nas zwieńczeniem konkursowych zmagań... na tropie wykonaliśmy pracę na 2... cóż, gdyby była 3 to byśmy mieli kolejny najwyższy dyplom użytkowości - I stopnia... nic to mamy dyplom II stopnia - równie wartościowy, choćby z tego względu że pokazuje równą, bardzo dobrą wytrwałą pracę psa dzikarza...    

"złom" zatknięty za obrożą, oznaka że praca została wykonana i  zaliczona

zbiórka

lokata 1. DINA Bukowa Ostoja - 121/140 pkt. dyplom I stopnia, gratulacje od sędziego głównego p. L. Siejkowskiego odbiera Kol. Hubert Dębowski

lokata 2. COBRA Bukowa Ostoja 132pkt. - dyplom II stopnia

lokata 3. SUŁEK Laufer Polski 128 pkt. - dyplom II stopnia

lokata 4. ELBA z Wdeckiego Parku 128 pkt. - dyplom II stopnia, przegrała wiekiem z trzecim psem, ale sprawiedliwie, gdyż gończy polski zaliczył ścieżkę tropową perfekcyjnie


lokata 5. IRIS z Borowej Doliny 118 pkt. - dyplom II stopnia


tryumfatorzy z owego VW, od lewej: Cobra wraz z przewodnikiem - "prawą ręką H. Dębowskiego", dalej Szejk i Dina prowadzone przez Huberta, no i Pasja (ELBA), krótko mówiąc: "plan uznajemy za wykonany!", czwarty z owego wesołego auta (szczególnie w drodze powrotnej) Kol. Ariel choć nie prowadził swych jamników to dzielnie pomagał w "łowieniu jagów w zagrodzie" no i uwieczniał w kadrze aparatu to kynologiczne spotkanie 

dyplom
karta oceny pracy psa



















PASJA (ELBA z Wdeckiego Parku) swą równą, wytrwałą, pełną pasji pracą sprawiła mi ogromny prezent na 23. urodziny... czegóż chcieć więcej?


korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować Przyjaciołom,
dzięki pomocy których mogliśmy tam być 

DARZ BÓR!

sobota, 24 września 2011

Regionalny Konkurs Pracy Dzikarzy Gołąbki k. Pasłęka ZO PZŁ Elbląg 17.09.2011r.

Środa, chwytam za słuchawkę telefonu i wystukuję numer, po chwili słyszę głos:
- O cześć, kiedy przyjeżdżasz?
- No właśnie... jedziemy na konkurs pracy dzikarzy - nie pytam tylko informuję.
- Eee... kiedy?
- W tę sobotę, pod Elblągiem.
- Nie żartuj... pewnie już minął termin wysłania zgłoszenia psa.
- Już dzwoniłem do zarządu, nie ma problemu tylko musimy przesłać kopie rodowodów a opłaty można złożyć na miejscu.
- No nie wiem... mam trochę roboty...  a pomożesz obrobić dwa-trzy dziki?
- Nie ma problemu.
- No to jedziemy.


zbiórka - od lewej reprezentacja wachtli, dalej gończe polskie, jamniki szorstkowłose i łąjka... ogółem 14 psów

na pierwszym planie DIZEL z Grodziskich Borów, na drugim ELBA z Wdeckiego Parku

nie mogło zabraknąć sygnałów łowieckich, na dużym rogu "par force" gra Artur Walczak, a na małym rogu "furst pless" autor... sygnaliści czynnie uczestniczyli w tymże spotkaniu kynologicznym, prowadząc swoje psy całkiem skutecznie, ale o tym może później...

dekoracja złomem po ukończeniu przez psa pracy na zagrodzie dziczej

przed rozpoczęciem pracy na tropie farbowym odłożenie psa, spokojne sprawdzenie zestrzału i rozwinięcie otoku
ELBA z Wdeckiego Parku lokata 2/14, 138/140 pkt.

a na końcu "nagroda"...

fot. Inżynier Nadzoru Nadleśnictwa Młynary Stefan Byk
  
dyplom
karta oceny pracy psa



czwartek, 22 września 2011

ach te kaczuchy

nie ma to jak życie studenckie, od rana do popołudnia na sorbonie, a wieczorem... wypad za miasto na kacze zloty... i tym razem Pasja nie zawiodła, piękny pierwszy aport w życiu z wody martwej ciepłej kaczuchy, z drugą jeszcze żywą były kłopoty ale to nic, dojdziemy do wprawy ;)

Królowa i Król Polowania


a tu już cała ekipa jegerów



piątek, 16 września 2011

jeszcze tylko parę dni...


...Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty
Swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty
Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął,
Wzdął policzki jak banię, w oczach krwią zabłysnął,
Zasunął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzucha (tego akurat to mi brak)
I do płuc wysłał z niego cały zapas ducha,
I zagrał...

podkładacze i ich psy już odliczają ostatnie dni przed rozpoczynającym się sezonem polowań zbiorowych, bo czymże jest polowanie bez psów? "to jak wesele bez muzyki"...

poniedziałek, 5 września 2011

piątek, 2 września 2011

"TCHÓRZ... jego mać"

temat zaczerpnięty z kynologicznego bloga www.otokigwizdek.blogspot.com moich Przyjaciół:  Ani, Piotrka i Jaśka... cóż, zastosowałem się do prostych porad zarówno Piotra jak i "naszego wspólnego mentora" jakim jest Cezary Marchwicki, doskonaląc aport psa o futrzanego drapieżnika, na razie to sama niewygarbowana skórka niezbyt mocno obciążona, kolejny krok to będzie tumak upolowany spod psa (choć i ten tchórz na zdjęciu został "pozyskany" przez nasze psy na leśniczówce)... wielką chęć do pracy psa wykorzystałem jeszcze dodatkowo do oszczekiwania aportu który znajduje się poza zasięgiem psa (np. na wysokiej gałęzi)...osiągając nie sam oszczek na "kota" ale na inne aporty (drewniane i dummy)...

piątek, 5 sierpnia 2011

kaczy dziób, szczubeł, szczuk, szczubiałka, wilk... w samo południe

kaczy dziób, szczubeł, szczuk, szczubiałka, wilk... to nic innego jak zapomniane nazwy szczupaka (Esox lucius)... na fotografii dzisiejsze dwa wymiarowe "kaczodzioby" (46 i 47 cm)... 8-dziesiątka która uderzyła przy samych nogach była nie do zatrzymania na delikattnym okoniowym wędzisku, nie pomógł nawet 20cm wolframowy przypon, połknął tak głęboko, że po krótkim holu przeciął żyłkę...

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

wspomnień czar...

"ongiś" wypływało się spod leśniczówki nie "na ryby" tylko dosłownie "po ryby", bo wystarczyło kilka rzutów by skusić ładnego "zębatego" (szczupaka)... dzisiejszy dzień jak widać nie był najgorszy... 2 szczupaki i 20 okoni

niedziela, 31 lipca 2011

koniec mokrego lipca?

chciałoby by się powiedzieć "pogoda iście pod psem (a nawet pod dwoma)"... lipiec był  "letni i jak przystało na tę porę roku" zamiast słońca i lejącego się żaru z nieba lała się woda i wiał wiatr przynoszący same szkody... a żartobliwie w odniesieniu do minionego tygodnia można by rzec, że padało tylko dwa razy... pierwszy od niedzieli do środy, a drugi od środy do niedzieli...
przemierzając wzdłuż i wszerz jeziorową toń,  tym razem już z łódki, w końcu odnalazłem pasiaste drapieżniki... miejsce jak dla mnie niezbyt fortunne, ze względu na bliskość ośrodków wczasowych, ale cóż jak się nie ma co się lubi to się... łowi gdzie się da... brania bardzo anemiczne i delikatne... może jutro o świcie będzie lepiej? no i zapewne mniej gwarnie a to już duży plus

poniedziałek, 25 lipca 2011

gdzie są moje okulary? Pasja szukaj zguby!

jedną z wielu komend jakich uczy się wszechstronnego psa myśliwskiego wykonywać jest "aport" (początkowo trzymanie dłoni przewodnika, potem ujmowanie frygi i innych koziołków do noszenia - potocznych aportów a nie kijków)

również przysposabiamy go do  pracy nosem, czyli tropienia, komendą "szukaj" (oczywiście musi wiedzieć o co chodzi, czyli jeszcze w wieku szczenięcym wpoiliśmy tę komendę chowając smakołyki, czy zabawki, przyszłego "profesora" i zachęcając go do tej czynności)

pies mający już te dwie umiejętności bez problemu poradzi sobie z odszukiwaniem i przynoszeniem aportu

ale można te zdolności wykorzystać jeszcze dodatkowo, tj. jeśli pies potrafi już w stopniu dostatecznym pracować na tzw. włóczkach (w skrócie odszukiwać po ścieżce zapachowej ukryte aporty), a wcześniej nauczyliśmy go również odnajdywać nas (choćby w trakcie spacerów, w których to chowaliśmy się i czekaliśmy aż nasz czworonóg nas odnajdzie) stąd już prosta droga do nauczenia psa odnajdywania zguby (każdej rzeczy przez nas "zagubionej" - począwszy od kluczy a skończywszy na torbach myśliwskich z całym niezbędnym ekwipunkiem, nierzadko z dokumentami i kluczami od auta i domu)

niedziela, 17 lipca 2011

długodzioba czarodziejka

kilkudniowa zasiadka na lina nie przyniosła zamierzonego efektu i wszystko wskazywało na to, że dziś zejdę znad wody "o kiju", nie czekając zbyt długo do późnowieczornych godzin zwinąłem wędki spławikowe i prędko przebrałem się w "wodołaza" (czyt. założyłem spodniobuty) i chwyciłem spinning... prawie 1,5 godzinne machanie kijem w wodzie po pas zaowocowało hmmm... no właśnie... dwoma "sznurówkami" (czyt. małymi, niewymiarowymi szczupaczkami) pomimo tego z uporem maniaka dalej czesałem toń... w miejscu, gdzie założyłem zakończyć tę nierówną walkę nastąpiła mała konsternacja, nie wiem który z nas na końcu żyłki był bardziej zaskoczony, łowca czy może złowiony? osłupienie to trwało dosłownie ułamek sekundy po czym rozpoczęła się walka... hamulec nie przestawał terkotać, szczupak ani myślał o kapitulacji, 2 jego ponad metrowe wyskoki nad toń przyprawiły mnie o szybsze bicie serca, w końcu po dłuższej chwili udało się go podprowadzić i chwycić ręką za kark... mierzył 65cm... i dziś długodzioba czarodziejka słonka w tym samym miejscu co ostatnio, zaszczyciła mnie swą obecnością, zdradził ją "szept" - charakterystyczne pochrapywanie w trakcie przelotu...może na jesień i na nie zapoluję spod psa?

piątek, 24 czerwca 2011

...nie ja złowiłem tego przepięknego szczupaka, ale swój udział w jego "wyjęciu z wody" miałem, pomagając Kol. Jarkowi w "podebraniu go"... dziś ryba drapieżna żerowała nad wyraz intensywnie i szczerze mówiąc po wyjęciu kilkunastu szczupaczków mierzących ok. 30cm przestałem je liczyć, musiałem się jedynie zadowolić kilkoma okoniami, w tym jednym okazalszym "patelniakiem"...prezentowany szczupaczek mierzył zaledwie 76cm ;)

konno w pracy?

konna straż leśna czuwa, tak więc śmieciarze, podpalacze i quadowcy strzeżcie się!



dziecięca fascynacja odżyła, ale czy można tak powiedzieć? przecież w gruncie rzeczy cały czas jesteśmy dziećmi, tylko nieco starszymi i niby poważniejszymi



czwartek, 23 czerwca 2011

roztrzygnięcie III edycji konkursu fotograficznego FOTO-LEŚNIK... do 3x sztuka

...wyróżnienie tym cenniejsze dla mnie, choćby z tego względu, że prace mojego autorstwa od pierwszej edycji są ciągle jeszcze doceniane, co mnie motywuje do dalszej pracy nad udoskonaleniem swego warsztatu, a fotografuję niezmiennie tą samą lustrzanka analogową Canon EOS 3000... powiodło się nie tylko mnie ale również Kolegom Leśnikom, którym szczerze gratuluję!!!


I miejsce w kat. Sceny myśliwskie  "ciężkie czasy" autor Kol. Jakub Hankowski

II miejsce w kat. Sceny myśliwskie  "a to Polska właśnie"... "fotografia z historią" (zaprezentowaną na łamach bloga już wcześniej, bo prawie rok temu) i tym razem dopisuje do siebie pewną anegdotę, otóż owe zdjęcie docelowo miało trafić do kategorii fauna i flora, jednakże omyłkowo znalazło się w trakcie oceny przez jury w grupie ze scenami myśliwskimi, no i tym zbiegiem okoliczności zostało wyróżnione... sam nie mogę się nadziwić cóż tak zaintrygowało oceniających, bo wg mnie fotografia nie miała nic wspólnego z łowiectwem sensu stricte, a jedynie z ginącym krajobrazem polskiej wsi (czyli można by rzec, że z łowiectwem sensu lato), nie zdziwiłbym się, w przypadku gdyby zostało zdyskwalifikowane
I miejsce w kat. Praca w lesie  "niestrudzony zrywkarz"... zdjęcie również z niemałą historią, gdyż w ubiegłorocznej edycji ten sam koń Kuba (mój imiennik) wygrał tę kategorię... cóż jeszcze mogę powiedzieć? cieszy mnie fakt, iż w ciągu tych trzech edycji, w każdej z nich wyróżnione zostały zdjęcia mojego autorstwa, wykonane właśnie w starym stylu B&W, w odcieniach sepii, dla mnie jest to najwyższe wyróżnienie... być może czas wysłać już coś na konkurs im. Włodzimierza Puchalskiego? mego niedoścignionego mistrza fotografii przyrodniczo-łowieckiej


 i świetne fotografie Kol. Huberta Preisa, choć niestety niedocenione przez jury:
"pojedynek"
"sen Nemroda"
"skok na łanię nie udany, tyka wygięta, badyl złamany"



czwartek, 26 maja 2011

pierwszy wiosenny szczupak

popołudniowa wyprawa na pierwsze majowe wędkowanie zaowocowała pięknym szczupakiem, który wziął dosłownie pod sam koniec dnia... hamulec grał, walka była zacięta bo istniało duże prawdopodobieństwo że zaplącze się o gałęzie jednego drzewa zwalonego do wody z lewej stron lub drugiego pnia z konarami ukrytego w wodzie z prawej, dzięki pomocy Kolegi Piotra, który znalazł tę wspaniałą "miejscówkę" udało się go wyciągnąć... w ciągu dnia brań mniejszych szczupaczków "sznurówek" było co niemiara, okonie były nieco bardziej ospałe, ale kilka ładnych również udało się nam  zaciąć...

sobota, 23 kwietnia 2011

intensywny tydzień...

X Regionalny Konkurs Pracy Dzikarzy - Goraj 09.04.2011r. (ZO PZŁ Piła)

Piątek - dzień przed spotkaniem kynologicznym, szybki popołudniowy zjazd z Poznania na leśniczówkę, pogoda chciałoby się rzec "pod psem (a nawet pod dwoma)" parafrazując J. Meissnera. Wiatr dmie, zimno jak w psiarni, a do tego jeszcze deszcz zacina. Oczywiście jak zawsze w tak piękną pogodę nie ma prądu, telefony nie działają, a bateria komórki rozładowana. jakimś cudem udaje się jakoś załatwić (dzięki pomocy brata i kolegi) dojazd do miejscowości Goraj.

Sobota - wczesny ranek. Prądu nadal nie ma. Wyglądam przez okno i małe zdumienie - zapowiada się słoneczny dzień, nie wieje już tak mocno. Grzeję szybko wodę na herbatę, w garnku na gazówce. Szybko sprawdzam czy wszystko mam w torbie myśliwskiej - niezbędne dokumenty, otok i obroża tropowa, mała miska i buteleczka z wodą dla psa. Kanapki i termos z herbatą - gotowe. Buty terenowe na nogach, z wieszaka na ciepły sweter wędruje gruby polar a na głowę ciepła czapka. Czas ruszać... moment a gdzie gwizdek na psa?! gorączkowe przeszukiwanie domu i jak zazwyczaj bywa, rzecz zagubiona odnajduje się w miejscu najmniej oczekiwanym, czyli tam, gdzie zazwyczaj powinna być, tylko nie wiedzieć czemu o tym zapominamy. Gwizdek na szyi. Pasja niezwykle spokojnie wychodzi ze swej budy przeciąga się (nie wiedziałem że mam "tak długiego psa") i siada przed furtką swego kojca. Widać jej emocje się nie udzielają... ale... jak za dotknięciem różdżki, po otwarciu drzwiczek, wstępuję w nią niesamowita radość, jej oczy aż się śmieją, a łapy wystukują dziwny rytm na podłożu. Przeskakuje z łapy na łapę, ogon wywija w każdą możliwą stronę, a swym podszczekiwaniem tak jakby pragnęła popędzić mnie "dalej stary, jedziemy do lasu! co się tak guzdrzesz?!"

zbiórka i krótka odprawa
Na miejsce docieramy punktualnie. Szybkie złożenie meldunku w sekretariacie o obecności psa i wylosowanie numeru startowego - przypada nam 24, a psów jest ponad 30, cóż grunt że nie ostatni. Zabrzmiały sygnały "Zbiórka myśliwych" i "Powitanie". Po krótkiej i rzeczowej odprawie ruszamy na konkurencję posłuszeństwo. Po jej zaliczeniu udajemy się busem do oddalonego o parę kilometrów lasu, gdzie są przygotowane ścieżki farbowe / tropowe. W końcu przychodzi nasza kolej. Przywołany przez sędziego zgłaszam gotowość psa do pracy na ścieżce tropowej. Odkładam Pasję 10m od improwizowanego zestrzału, zmieniam jej obrożę na szeroką, specjalną do tropienia (chodzi w zasadzie o sprzężenie, że teraz czeka ją praca nosem i musi się skupić), sam w międzyczasie, tak jak to się robi w praktyce, czyli przy dochodzeniu naturalnego postrzałka, sprawdzam zestrzał i rozwijam spokojnie otok (taka powiedzmy flegmatyczność ma też swoje podłoże psychologiczne, pozwala przewodnikowi wyciszyć się, a jak wiadomo emocje udzielają się prowadzonemu psiakowi, tak więc jeśli my jesteśmy spokojni, to i pies się tak będzie zachowywał, natomiast jeśli nerwowi to ze wspólnej pracy będą nici). Przypinam otok do obroży i podkładam psa na zestrzał. Chwilę nawąchuje i podejmuje pracę szybką ale systematyczną i dokładną. W pewnym momencie widzę, że przestała pracować dolnym wiatrem i ściąga ostro na lewo, komenda "szukaj trop" nie poskutkowała do końca i po chwili znowu odbiła tym razem już nie zdołała się poprawić. Jedno zejście ze ścieżki = ocena w dół. Ponowne naprowadzenie psa na trop i słowa sędziego "już niedaleko" niesamowicie zmobilizowały nas. Komenda "trzymaj trop" i dochodzimy do leżącego dzika. Złom dla psa za dobrą pracę, pochwała sędziego za profesjonalne jego prowadzenie i oczywiście sygnał "Dzik na rozkładzie" - niesamowicie mile brzmiący dla ucha. Praca na tropie do końca na otoku - 3 (ze względu na jedno zejście).

spokojne oczekiwanie na wejście do zagrody dziczej po zaliczeniu ścieżki tropowej

Teraz już "tylko" została nam praca na zagrodzie dziczej (konkurencja koronna dla dzikarzy), a tam już wszystko w łapach Pasji. W ciągu kilkunastu sekund znalazła się w drugim końcu zagrody, gdzie były dziki. Zagrała najpiękniejsza muzyka dla podkładacza - oszczek gruby głosem stanowionych i następnie ruszonych dzików. Po kilku minutach sędzia oceniający pracę psa daje znać sygnałówką o zakończeniu konkurencji. Teraz ruszam co tchu w kierunku psa, by ją odwołać - mam na to 10min, jeśli nie zdążę, to niestety zostaną obcięte noty za styl pracy psa. Podchodzę już powoli i wydaję komendę przywołującą gwizdkiem, bez efektu. Podchodzę jeszcze bliżej i również bezskuteczne przywołanie. Pasja czując moją obecność pobudza się jeszcze bardziej, dziki ruszają ostro ona za nimi. Trzeci sygnał odwołujący, poskutkował pies odwraca się i w tym samym momencie dzik wykorzystuje sytuację i szarżuje na psa. Pasja uchodzi i wiadomo, teraz już nie odpuści. Podbiegają "chłopaki z obsługi konkursu" "Jak się wabi pies? Pomożemy panu ją złapać!" odpowiadam "Pasja, ale nie wołajcie jej po imieniu, tylko krzyknijcie, jak będzie w pobliżu EEEEE NOGA! to się zatrzyma i ją przywołam do siebie gwizdkiem." I tak też się stało. Łowienie Pasji w zagrodzie nie trwało dłużej jak 2 min... dla mnie to była cała wieczność... noty nie inne jak maksymalne... nie spodziewałem się, że pójdzie nam tak dobrze.

w trakcie dekoracji
wyniki:
1. TRUFLA Łowcza Pasja - gp140pkt. dyplom I stopnia
2. BRYLANT Kłusująca Sfora - gp 140 I st
3. BERDYSZ Herbu Węszynos - gp 140 I st
4. OSAMA z Jesionowego Kojca - ntm 138 I st
5. TROK Rawicka Sfora - gp 138 I st (Bohun Kol. Bartosza)
6. ELBA z Wdeckiego Parku (PASJA)- wachtelhund 138 I st
7. ZADRA z Beskidzkiego Matecznika - gp 135 I st
8. BORO - kopov 135 I st
9. REZON Śpiewna Zgraja - gp 134 I st
10. BOK - kopov 131 I st
11. ŻAK - kopov 128 I st
12. SZEJK - ntm 127 I st
13. BADI - karelski pies na niedźwiedzia 126 I st
14. KUSZA Ze Słonecznej Dąbrowy - gp 126 I st
15. ASTOR - kopov 126 I st
16. MATIZ z Króliczego Dołka - ntm 151 II st
17. KORA Bukowa Ostoja - ntm 136 II st
18. GENIUSZ z Kojca Myśliwego - kopov 136 II st
19. DUET Cnotliwy Nos - gp 136 II st
20. ETIAM Kłusująca Sfora - gp 111 II st
21. ARIA Leśny Amok - gp 109 II st
22. OPÓJ Ze Studenckiej Biedy - gp 99 III st
23. BESTA - ntm 94 III st
24. DIZEL z Grodziskich Borów - wachtelhund 94 III st
25. ATOS Z Kojca Myśliwego - kopov 87 III st
BONA z Kurpiowskich Uroczysk - gp nie podjęła pracy na zagrodzie
ZOJA z Toruńskiej Brzeziny - gp nie podjęła pracy na zagrodzie
KEJA Ze Słonecznej Dąbrowy - gp nie podjęła pracy na zagrodzie
TORA - welsch terier nie zaliczyła ścieżki
KOS - welsch terier nie podjął pracy na zagrodzie
ZEFIR - ntm nie znalazł dzików w regulaminowym czasie
BEST - karelski pies na niedźwiedzia nie ukończył ścieżki tropowej

a po dekoracji... biesiada i nocne rozmowy kynologiczne Polaków...

wspólna radość z dnia pełnego wrażeń i emocji -  Sekcja Kynologii Myśliwskiej - Koła Leśników UP w Poznaniu



Regionalny Konkurs Pracy Tropowców i Posokowców - Dąbrówka Leśna 16.04.2011r. (ZO PZŁ Poznań)

Tydzień później przyszło się wykazać Pasji w pracy tropowca. Oprócz tropienia po farbie leżącej min 8 a nie więcej jak 16 godzin w trakcie której ocenia się: pracę na otoku, współpracę z przewodnikiem oraz zachowanie przy martwej zwierzynie jest jeszcze konkurencja odłożenie, na której w zeszłym roku polegliśmy (link) za to w tym zrobiona również luzem na maksa.

Za to na tropie Pasja "dała mi do wiwatu"...

mały gończy gaskoński - INGA Le Bleu Cardinalis FCI ze swym przewodnikiem

równocześnie z konkursem pracy tropowców odbywał się konkurs pracy posokowców w którym wzięło udział 10 psów (o ile mnie pamięć nie zawodzi) z czego wszystkie uzyskały dyplom użytkowości

nie mogło zabraknąć brzmienia rogów myśliwskich

"leśni ludzie" i ich psy

dekoracja zwycięzcy - Bohuna dyplom I stopnia (TROK Rawicka Sfora) Kol. Bartosza (adepta studiów leśnych)


dyplom II stopnia dla SKIDERA (lokata 8/20, 79/100pkt. do I stopnia zabrakło 1 punktu) GRATULACJE DLA PRZEWODNICZKI KACHY (również leśniczki)!

tryumfatorzy (1. gończy polski 2. jamnik szorstkowłosy standardowy 3. ogar polski)


"akademickie psy" z dyplomami użytkowości pracy psów myśliwskich, po prawej SKIDER (nazwy i przydomka hodowlanego nie jestem w stanie powtórzyć;) golden retriever - sąsiad Pasji z piętra



Międzynarodowy Konkurs Pracy Dzikarzy - OHZ Nieciecz 17.04.2011r. (ZO PZŁ Zielona Góra)

bez dyplomu ale zadowoleni ze swej pracy i współpracy
wyniki:
ABACTOR Petrus et Lupus gp - 118 pkt.
AFI z Wałów Chrobrego pł. niem. - nie znalazł dzika w regul. czasie
ARAMIS Łomskie Bagno pł. niem. - 74 pkt.
ATAK Zgrane Muzykanty gp - nie znalazł dzika w regul. czasie
BORO z Nawratnej g. słow. - 104 pkt.
BREK Łomskie Bagno pł. niem. - 85 pkt.
DUBELTÓWKA Herbu Węszynos gp - 115 pkt. lok.7
ELBA z Wdeckiego Parku (PASJA) pł.niem. - 108 pkt.
GAMA z Polciny g. słow. - 118 pkt. lok. 6
GLADIATOR Venator Magnus g. słow. - 119 pkt. lok.5
GLASSA spod Kokavskei Varty g. słow. - 104 pkt. lok.11
GROT Venator Magnus g. słow. - 108 pkt.
IVANHOE Venator Magnus g. słow. - 128 pkt.
KEJA ze Słonecznej Dąbrowy gp - 77 pkt.
MAGNUM Leśne Nienasycenie gp - 131 pkt. lok. 2 
NEMO Rumcajsowe Obejście gp - 82 pkt.
NIKI Rumcajsowe Obejście gp - 85 pkt.
NORA Rumcajsowe Obejście gp - nie podjęła skutecznej pracy
ODYSSUS Venator Magnus terier wal. - nie znalazł dzika w regulaminowym czasie
RAWA gp - pies nie podjął pracy
REBUS Śpiewna Zgraja gp - 120 pkt. lok. 4
REZON Śpiewna Zgraja gp - 112 pkt. lok. 9
ROXY'S HUMPHREY BOGART Czeczuga foks. kr. - 97 pkt.
TRUFLA Łowcza Pasja gp - 138 pkt. lok.1
ZARA ze Strzeleckiego Gaju gp - nie znalazła dzika w reg. czasie
ŻAK od Stanowske'ho g. słow. - 108 pkt. 



odpoczynek