czwartek, 3 lutego 2011

nagonka trwa... dalszy głos w dyskusji na temat łowiectwa

W końcu mam chwilę by móc coś "nabazgrać" - przepraszam ale trochę to trwało. Częstotliwość moich wpisów (jak można zauważyć wybitnie stonowana) średnio raz (ewentualnie dwa) na miesiąc, bądź nawet rzadziej, jest wystarczająca (bynajmniej dla mnie;). Po prostu, kiedy nie mam ochoty, mówić, rozmawiać, pisać jestem "cicho", choć niekiedy słuchając i obserwując, to co się dzieje dookoła, chciałoby się "krzyknąć". Warto jednak czasem dłuższą chwilę odczekać, by móc na spokojnie przemyśleć i poukładać sobie, to co się usłyszało, zobaczyło, przeczytało a myśli ubrać w odpowiednie słowa.


*

Wróćmy do tematu poruszanego już wcześniej, mianowicie łowiectwa i jego wpływu  na środowisko przyrodnicze ale i również społeczne.

Ostatnio obejrzałem reportaż, który został wyemitowany w publicznej telewizji (link). Oczywiście wypowiadała się tam jedna szczególna osoba "nawrócona", która od ładnych kilku lat robi sobie doskonałą reklamę, a media szukając sensacji w zasadzie nieświadomie promują ją, wręcz idealizując - wg mojej opinii, ów człowiek zarówno kiedy "polował" (choć tego raczej tak nie należałoby nazwać) jak i po "wielkiej mentalnej przemianie" nie wie czym jest ETYKA - to tak nawiasem mówiąc.

Bardzo ważne zdanie powiedział redaktor prowadzący owy program - bez wnikania w zasadność (rozsądzania za i przeciw) odbywania się polowań na zwierzynę, należy przyznać, że nieodpowiedzialne i niekontrolowane publikowanie fotografii i nagrań filmowych związanych szczególnie z wykonywaniem myślistwa (które kończy się śmiercią a następnie patroszeniem zwierzęcia) w tak wielkim medium jakim jest Internet jest krótko i łagodnie mówiąc naganne - trudno się z tymi słowy nie zgodzić, dodatkowo takie zachowania podsycają niepotrzebnie i tak rosnącą niechęć. Przyznać muszę, że sam zostałem "doprowadzony do porządku" w pewnej grupie za upublicznienie zdjęć właśnie z polowania, choć prezentowane treści nie były żadnym "barbarzyństwem" - nie chcę się dalej nad tym rozwodzić, więc odsyłam do pierwszego zamieszczonego wpisu na blogu.

"nosił lisek razy kilka, ponieśli i liska"

**

Mój Drogi Kolega zadał poprzednim razem wiele różnych pytań. W tym miejscu chciałbym udzielić na nie (mam nadzieję, że merytoryczne i wystarczające) odpowiedzi.

*Co przemawia za słusznością odbywania się polowań? Czy nie mogłoby się kończyć np. naciśnięciem spustu migawki aparatu?

*Co by się działo, gdyby populacje nie były kontrolowane w takim stopniu w jakim są chociażby obecnie?

*Czy prowadzona gospodarka łowiecka ma negatywny wpływ na funkcjonowanie ekosystemu?

*Czy polowanie to nierówna walka kończąca się "egzekucją"?

*Czy odstrzały zwierzyny są bardziej korzystne dla bioróżnorodności niż ich brak?

*Bardzo często pada zarzut, że polowanie na zwierzynę przy zastosowaniu nęcisk jest nieetyczne. Czy słusznie?

Bezwzględnie zadania / funkcje w ekosystemie lepiej od myśliwych spełniają duże drapieżniki, tylko jest "małe" ale...tak się działo dawniej, dziś struktury poszczególnych populacji (liczebność, śmiertelność, struktura płci, wieku, itd.) zwierząt niedrapieżnych względem dużych drapieżników zostały w zasadzie odwrócone - przecież dawniej wcale nie było tak licznych populacji chociażby kopytnych stąd drapieżnictwo pełniło rolę "sanitarno-selekcyjną" (chore i słabe sztuki nie przeżywały stając się ofiarą). Dziś mówiąc krótko i ogólnie sytuacja jest odwrotna, roślinożerców jest o wiele za dużo. Gdyby zaprzestać uprawiana łowiectwa to w przeciągu kilku-kilkudziesięciu lat nasza planeta "nie byłaby już zielona" a zwierzęta takie jak np. nasza pospolita: sarna, dzik czy jeleń by nas "zjadły" - i nie jest to wcale przejaskrawiony obraz.

Matematyka królową nauk przyrodniczych! a to kilka prawideł przyrodniczych dobrze znanych wszystkim (no może prawie). Proszę spojrzeć - tempo rozrodu większości gatunków jest wysokie. Populacje szybko zwiększałyby swą liczebność (aż w nieskończoność), gdyby nie śmiertelność [matematyczny zapis za pomocą krzywej logarytmicznej - mówi się również o logarytmicznym wzroście liczebności populacji zwierząt]. Oczywiście szybkość tego wzrostu uzależniona jest od wielu czynników dziedzicznych jak i środowiskowych.
Idźmy dalej - im większe rozmiary danego gatunku, tym wolniej się rozmnaża i gdyby zwierzęta umierały tylko ze starości, to krzywa populacji niewiele by się zmieniła, tym samym odchylenie od krzywej niehamowanego wzrostu jest nieznaczne.

"Ograniczoność życia" powodowana przez śmierć daje w efekcie to, że każde wyliczenia będą tylko teorią. W naturze  nie ma gatunku, który rozmnażałby się w nieskończoność. Powiedziane zostało wcześniej, że im mniejsza masa zwierzęcia, tym szybciej się rozmnaża, ale za to wykazuje większą śmiertelność - średnio 50% dzikich zwierząt ginie w pierwszym roku życia a długość życia stanowi zaledwie 1/4 długości potencjalnej.

Jak wiadomo prowadzi się działania "przywrócenia naturze" dużych drapieżników by następowała tzw. samoregulacja - z czego to wynika? z tęsknoty za naturalnymi ekosystemami. Zostawmy już w spokoju  wilka, który nota bene ma się doskonale w Polsce - u nas się żywi, a za granicami naszego kraju - np. na Białorusi, czy u południowych sąsiadów mówiąc kolokwialnie "dostaje w łeb", a jakoś dziwnym trafem również na Litwie, Łotwie i w Estonii dalej prowadzi się gospodarkę łowiecką tym gatunkiem i "o dziwo" krzywda mu się nie dzieje - my dzięki pewnym zaszłościom za czasów pewnego wąsatego pana, który uległ pewnej aktorce "dzielnie chronimy". Spójrzmy jeszcze na inne przykłady np. ryś. Trwa żmudny proces jego restytucji na terenach, z których został wyparty - co bardzo ważne, nie tyle presją łowiecką co samą  presją cywilizacyjną (jak w przypadku wielu innych gatunków), wskutek ubywania przekształcanego areału bytowego. Tak w oderwaniu od drapieżników - król polskich kniei - żubr. Komu zawdzięczamy jego powrót? Za sprawą czyich starań? Pozwolę sobie wspomnieć jedno z wielu chlubnych nazwisk, które zapisało się na kartach historii polskiego łowiectwa - Jan Sztolcman - pierwszy redaktor Łowca Polskiego (wydawanego od 1899 roku). Tylko tyle o zwierzynie grubej.

Co do zwierzyny drobnej, np. zająca szaraka bardzo często zarzuca się myśliwym eksploatację w dawnych latach jego populacji ponad miarę - z czym bynajmniej nie można się jednoznacznie zgodzić. "Dlaczego, przecież pokoty ułożone z setki szaraków po polowaniu nie były rzadkością?! To myśliwi go wytrzebili a teraz lamentują!" - z takimi głosami można się cały czas spotkać. Przyczyn regresu szaraka nie należy się doszukiwać tylko w jego eksploatacji łowieckiej. Należy zwrócić uwagę na zmieniające się warunki atmosferyczne - surowe zimy, zimne wiosny, wilgotna wiosny i lato (częste w ostatnim dziesięcioleciu) jest czynnikiem niesprzyjającym szczególnie dla młodych osobników, kolejnymi przyczynami spadku liczebności to choroby zakaźne: syndrom zająca europejskiego (EBHS), kokcydioza, pastereloza, diametralna zmiana krajobrazu rolniczego, śmiertelność powodowana przez maszyny rolnicze (intensyfikacja rolnictwa, wzrost intensywności zabiegów agrotechnicznych) na polach, po za tym również likwidowanie odłogów i skrawków śródpolnych nieużytków (za sprawą chociażby unijnych dopłat dla rolników, naliczanych od zagospodarowanego areału), upadki na drogach publicznych ale przede wszystkim duży wpływ drapieżnictwa. Wzrost liczebności takich takich wrogów naturalnych jak: lis (dzięki zrzucanym szczepionkom przeciw wściekliźnie), kłusujące psy i koty (które były dawnymi czasy plagą i po dziś dzień są), ptactwo drapieżne jak również krukowate (które było ograniczane dzięki łowiectwu dziś w zasadzie wszystkie szponiaste są pod ochroną). Kto się przejmuje "poczciwym szaraczkiem pod miedzą" pseudoekolodzy czy myśliwi? Znając przyczyny spadku liczebności zajęcy (i innej zwierzyny drobnej), podejmuje się odpowiednie działania ochronne, by odbudować jego populację (by móc m.in. prowadzić nim gospodarkę łowiecką jak dawnymi laty). Prowadzi się nie tylko redukcję lisów - by zmniejszyć jego zagęszczenie (zakłada się że nie powinno przekraczać 2-4 osobników / 1000 ha) ale i szereg zabiegów by poprawić warunki pokarmowe i osłonowe na polach - zakładanie remiz z roślinnością krzewiastą i zielną, uprawia się sezonowo śródpolne poletka łowieckie. Poprawa warunków bytowych zwierzyny drobnej ma ułatwić im uniknięcie drapieżników i poprawić ich kondycję (zwiększając odporność na choroby). Kto tak na prawdę hoduje szaraki pseudoekolodzy czy myśliwi? Rzecz się nie tyczy tylko szaraka, ale jest to jeden z wielu przykładów. Ludzie szumnie zwący siebie "ekologami" zapominają o wydawać by się mogło trywialnych sprawach (sic!), po prostu łatwiej jest zajmować się czymś spektakularnym a nie "błahostkami", czyż nie tak?

szarak na ściernisku

***

A to kilka danych do uzmysłowienia pewnych spraw. Kto prowadzi monitoring środowiska - np. inwentaryzując zwierzęta łowne, pseudoekolodzy opiniujący działania myśliwych? Jak wygląda sytuacja liczebności do rozmiaru pozyskania dziczyzny? Proszę bardzo, oto dane dla kilku gatunków zwierzyny grubej, które mówią same za siebie (źródło - R. Kamieniarz, M. Panek, Zwierzęta łowne w Polsce na przełomie XX i XXI wieku", Czempiń 2008)



(jak widać nie ubywa zwierząt łownych pomimo nawet rosnącego pozyskania)

Czy odstrzały zwierzyny są bardziej korzystne dla bioróżnorodności niż ich brak? Odpowiedź brzmi: TAK! Przeprowadzono pewne kroki w jednym z krajów europejskich (bodajże w jednym z landów w Niemczech) - pod wpływem "gremium ekologów" zaprzestano na pewnym znaczącym areale prowadzić polowania - odstrzał zwierząt łownych - co się wydarzyło?  populacje degenerowały się (!) - np. średnia masa tuszy jelenia szlachetnego spadła z bodajże 120-140 kg o prawie połowę (!) - co się wydarzyło dalej? ci sami "ekolodzy" przyszli po pomoc - do kogo? - do tych samych myśliwych, którym wcześniej zabronili działań.

Polowanie nie jest nierówną walką kończącą się egzekucją - tutaj odsyłam do zapoznania się z prawem łowieckim ale i zbiorem zasad etyki, którymi każdy myśliwy zobowiązany jest się kierować (czyli ogólnie tzw. "Regulaminem polowań"). Tam też znajduje się odpowiedni zapis odnoszący się do polowania na nęcisku. Ze swojej strony pragnę zwrócić uwagę, że polując przy użyciu nęciska [nie jest to miejsce stałego dokarmiania zwierzyny (tuczenia czy zwykłego zaspokajania potrzeb pokarmowych), a jedynie miejsce do którego jest ona zwabiana] ma jedną podstawową zaletę (która myślę, że powinna przemawiać do "ekologów") - otóż nie wprowadza się w środowisku zamętu, tj. chociażby nie łazi się po lesie wzdłuż i wszerz (tak jak grzybiarze) wprowadzając niepokój i stres, który może być przyczyną upadków. Warto również wyjść z założenia, że myśliwy musi umieć poruszać się po łowisku.


Myślę, że każdego prawego myśliwego nurtują takie pytania jak: czy wykonując polowanie nie zakłóca zbrodniczo i to be żadnej potrzeby  równowagi przyrody? jakie znaczenie dla populacji gatunku ma zwierzę, które ma przed oczami i które zamierza upolować? i szereg tego typu. I zawsze przed "zgięciem palca" udziela na nie odpowiedzi - prawy myśliwy udzieli odpowiedzi prawidłowych z pożytkiem dla środowiska, natomiast człowiek, kierujący się zgubnymi celami (np. udowodnienia czegoś innym, chęcią zdobycia trofeum niezgodnie z obowiązującymi zasadami selekcji czy też chęcią pozyskania samej dziczyzny - takie osoby nazywane są po prostu "mięsiarzami") będzie nikim innym jak szkodnikiem, którego oddziaływanie należy ograniczyć (np. poprzez usunięcie z szeregów i odebranie uprawnień łowieckich). 



Widok upolowanej już - martwej - zwierzyny może być dla niektórych osób drastyczny, ale inaczej tego procesu nie da się przeprowadzić. Jak widać tusza zwierzęcia nie leży w błocie, nie jest poniewierana, bezczeszczona - myśliwy ma obowiązek obchodzić się z nią w należyty sposób. Przez niefortunną publikację niektórych zdjęć tego typu, rośnie fala niechęci w stosunku do grona polujących.

To właśnie stawanie się i przemijanie - los wszystkich istot żywych - jest przyczyną różnorodności gatunków.

Argumenty przemawiające za prowadzeniem gospodarki łowieckiej zostały wymienione już w poprzednim wpisie w samych celach łowiectwa. Jeśli chodzi o kwestię troski o zwierzynę (wszystkie zwierzęta nie tylko gatunki łowne) to komu najbardziej zależy aby ją zachować, pseudoekologom, wegetarianom czy może jednak myśliwym? Kto prowadzi działania z zakresu ochrony czynnej środowiska przyrodniczego pseudoekolodzy czy myśliwi? Kto ponosi koszty wypłacanych odszkodowań - wszyscy podatnicy, pseudoekolodzy czy myśliwi? Dla mnie są to pytania czysto retoryczne.

Tak więc czy prowadzona gospodarka łowiecka ma negatywny wpływ na funkcjonowanie ekosystemu? Odpowiedź: i tak i nie - racjonalna i zdrowa gospodarka łowiecka jest wręcz zbawienna, łupieżcza jest niedopuszczalna.

Zapewne niektórzy już kpią ze słów wypowiedzianych w poprzednich zdaniach, ale cóż... "mądry Polak po szkodzie" - "odpukać w niemalowane". Posłużę się tylko jednym argumentem w tej kwestii - kolizje drogowe ze zwierzyną. Wcale nie chodzi tu o uszkodzenie auta (które nierzadko po takim kontakcie ze z "drobną sarenką" jest do kasacji), czy też samą śmierć zwierzęcia pod jego kołami (choć jest to tragedia)... to człowiek jest sednem sprawy (!). Ilu ludzi ginie rokrocznie na chociażby polskich drogach (jakie są, takie są ale są) w wyniku kolizji ze zwierzyną? Nikt nie ma prawa powiedzieć (a tak się niestety często dzieje, co mnie strasznie mierzi), że życie zwierzęcia (a nawet roślin - np. przydrożnych drzew) jest ważniejsze i ma większą wartość aniżeli zdrowie i życie człowieka - paradoks (sic!). 

Dzisiaj nie istnieją naturalnie pierwotne ekosystemy i choćby nie wiadomo jakie działania się prowadziło nie przywróci się ich (a w zasadzie tych bogatych zależności, o których tak niewiele bądź nawet wcale nie wiemy że istniały czy też istnieją). Trzeba mieć na uwadze, że pewnych procesów, które już zaszły,  nie odwróci się bezstratnie. Zawsze będzie się odbywało coś kosztem czegoś - tylko co lub kto ma za to płacić i w jak dużym stopniu? Natura czy człowiek? Należy umiejętnie i zdroworozsądkowo podchodzić do tych kwestii.

****

co do tytułowej "nagonka trwa..." proszę zwrócić uwagę na fakt jak media manipulują i robią pod publiczkę materiały publikowane w masowych środkach przekazu...a tak w nawiązaniu i jednocześnie oderwaniu zapraszam do obejrzenia chociaż kilku odcinków magazynu łowieckiego Knieja i szczególnie programu Ostoja - ubolewam nad faktem, że pory w jakich są emitowane, przeciętnemu "zjadaczowi chleba" raczej nie odpowiadają stąd i siła przebicia jest znikoma...