sobota, 29 października 2011

"przypadkowe poszukiwania" postrzałka byka daniela

wiele przypadku sprawiło, że poszukiwaliśmy postrzałka daniela byka... będąc w drodze do jednego z rezerwatów przyrody, na skrzyżowaniu leśnych duktów nieopodal docelowego miejsca napotykamy trójkę myśliwych, cóż "nie omieszkałem się zatrzymać i zamienić kilku słów", za mną z samochodu wyskakuje Pasja...

- ooo... cóż za śliczny seter irlandzki!
- niestety nie, to płochacz niemiecki... świetny tropowiec, dzikarz i aporter, jeśli potrzebna byłaby kiedyś pomoc przy poszukiwaniu postrzałka to jesteśmy do dyspozycji, suczka jest przez cały czas ze mną w akademiku "Przylesie"

na te słowa miny rozmówców się zafrasowały
- tak się właśnie składa, że kolega strzelał do byka daniela, niestety niefortunnie na miękkie, już odczekaliśmy dobra godzinę a drugi kolega miał za chwilę jechać po swoje psy, ale skoro już Pan tu jest to może spróbujemy?
- nie ma problemu

wszędzie gdzie jestem z psem mam przy sobie torbę myśliwską a w niej zwinięty otok i obrożę tropową... cóż pech chciał, że akurat został wyjęty na rzecz aportów... na szczęście Lena znalazła w bagażniku smycz nieco dłuższą od mojego rzemienia na którym prowadzę psa... jedziemy na zestrzał... miało być raptem 0,5 km od miejsca spotkania a tu jedziemy i jedziemy... w końcu jeep przed nami zatrzymuje się, jesteśmy na miejscu... niefortunny strzelec pozostał na krzyżówce a my będziemy poszukiwać rannego byka z doświadczonym i dobrze znającym teren myśliwym, którego spokój udziela się także mnie... doskonale zrelacjonował przebieg zdarzenia i wskazał miejsce z dość dużą ilością farby, zakładam psa na trop i ruszamy... po niecałych 100m podnoszą się przed nami 2 daniele... czarne myśli ogarnęły moją głowę, nie pozostaje nic innego jak zastopować psa, zawarować i wyciszyć, decyduję, że rozpoczniemy ponownie od początku, przy leżącej kłodzie na której jest farba ponownie na kilka minut odkładam psa... w tym czasie odnajdujemy kolejną farbę, "łapiąc" kierunek uchodzenia rannej sztuki... ponownie zakładamy psa na trop pewnie idzie wytyczonym przez nas kierunku lekki skręt w prawo, przechodzimy przez dorogę

- widział gdzieś pan farbę po drodze? bo ja przyznam szczerze, że nie...
- była kawałek temu przy tym buku

pies przechodzi pod wywalonym dąbkiem, ja przechodzę górą
- jest farba! - mówię nieco głośniej, do strzelca idącego za mną... i zaraz słyszę odpowiedź
- widać psiak idzie dobrze

dosłownie po chwili, jakieś 20m przed nami podnosi się byk i niezbyt szybko uchodzi... przykucam i zatrzymuję psa
- puszczać w gon by osaczyła?
- nie

spokojnie strzelec podchodzi wolno do oddalającego się byka z przestrzelonym tylnym badylem... pada strzał, byk kładzie się po strzale w nasadę karku... kiwnięcie ręki oznacza koniec pracy

Pasja (ELBA z Wdeckiego Parku) przy byku daniela po pracy na 400-450m tropie do miejsca podniesienia się rannej zwierzyny z łoża

puszczam psa luzem do leżącego byka, którego nie widziała po zawarowaniu, jakieś 100 może 150m dalej... to co usłyszałem było dla mnie przepiękną muzyką... pełne pasji oszczekiwanie martwego zwierza...  gratulacje za pracę psa i udzieloną pomoc, szczery uścisk dłoni... czegóż więcej do szczęścia?