środa, 15 stycznia 2014

ostatni dzień...

W końcu trochę spadło śniegu tej zimy, a polowanie w tak malowniczej scenerii to sama przyjemność.

łania jelenia pozyskana w ostatni dzień sezonu 2013-2014


Odezwał się Kol. Tomek i nadesłał aktualne zdjęcie Bohuna (CEDRA z Potockiego Matecznika).

CEDR z Potockiego Matecznika


sobota, 11 stycznia 2014

ostatnie obsługiwane z psami polowanie zbiorowe w sezonie 2013/14

8 styczeń
Ostatnia duża zbiorówka, którą zabezpieczam z Pasją (ELBĄ z Wdeckiego Parku). Pierwszy miot nie przynosi oczekiwanych efektów. Jelenie okazały się sprytniejsze od psów i naganki. Po drugim mam do sprawdzenia stanowisko na którym myśliwy położył jedną łanię jelenia a do kolejnych dwóch oddał strzały. Oczywiście te dwie łanie muszą leżeć. Rzeczywistość jest inna... były to po prostu pudła. 

Po trzecim miocie jest do sprawdzenia dzik warchlak. Po strzale dzik zaznaczył i położył się za miotem. Myśliwy był przekonany, że ranił go śmiertelnie. W międzyczasie oddał kolejne dwa celne strzały do dwóch dzików, które zostały w ogniu. W tym czasie pierwszy dzik pozbierał się i tyle go widział. Pierwsza myśl była taka, że to postrzał na puste lub po piórach. Nie ma co dywagować. Zaczyna padać ulewny deszcz. Chłopaki zabiorą tylko te dwa dziczki i rozpoczynamy poszukiwania. 

Przedzieranie się przez młodnik sosnowy z zapiętym na otoku psem, to po prostu proza życia. Przed nami gęste tarniny, już czas odpiąć Pasję do pracy luzem. Przechodzi je bardzo szybko, sobie tylko znaną ścieżką. Za tarninami, ok. 200m od miejsca strzału podnosi się dzik. Pasja rozpoczyna pracę w głośnym gonie. W kilku miejscach przytrzymuje go, ale nie udaje mi się dojść na czas. Oszczek Pasji oddala się. Dystans w mgnieniu oka zwiększa się do 1.2km. Decyduję się wrócić do auta od którego dzieli mnie nieco ponad 600m, by móc szybko do niej dotrzeć.

po 150m pracy na otoku Pasja (ELBA z Wdeckiego Parku) puszczona w gon,
całkowita długość pracy 3.5km







Za chwilę mam komunikat na wyświetlaczu, że Pasja twardo stanowi postrzałka. W drodze do auta spotykam chłopaków z naganki, którzy szybko podwożą mnie w miejsce akcji, nie ma co tracić czasu. Dzik jest dość sprawny i szybki. Momentami dostaje chwilowy paraliż na tylne biegi, co utwierdza mnie w postawionej wcześniej diagnozie dotyczącej jego zranienia. Pasja nie odpuszcza. W końcu udaje się dojść do skutecznego strzału. Całkowita długość pracy psa to 3.5km w przeciągu niespełna 40min.



Po posiłku mamy do sprawdzenia dwa stanowiska, z których oddawano strzały do odyńców. Tym razem również nie chciały się posłuchać myśliwych. Dojeżdżamy pod  kolejny miot. Przez radiotelefon uzyskuję informację, że mamy jeszcze sporo roboty. Do sprawdzenia są 3 miejsca: jeleń byk i dwa grube dziki. Ruszamy po kolei. jeleń byk uszedł cały i zdrowy, klasyczne pudło. Jesteśmy już na drugim miejscu. Dojrzały drzewostan sosnowy w podroście z czeremchą, dębem i bukiem. Prawidłowo oznaczone chusteczkami miejsca z odnalezioną farbą ułatwiają szybkie rozpoczęcie pracy. 

całkowita długość pracy 250 m do końca na otoku

Pojedynczy gruby dzik po strzale cofnął się w miot. Po ok. 150m pracy na otoku Pasja odbija pod kątem dziewięćdziesięciu stopni w prawo. Po kolejnych 100m dochodzimy do zgasłej sztuki na dużym lesie. Praca ekspresowa.

Pasja (ELBA z Wdeckiego Parku) przy odnalezionym postrzałku

W momencie kiedy odnaleźliśmy postrzałka, podjechał Kol. Krzysztof, który podkłada na polowaniach swój zestaw złożony z: wachtla, kopova i jaga. Okazało się, że jego psy wyszły z miotu za odyńcem, którego zaraz mamy jechać sprawdzić i jeszcze nie wróciły. Jesteśmy na miejscu. Na dojrzałym litym drzewostanie bukowym nie widać żadnych śladów farby. Zaczyna zapadać zmierzch, z minuty na minutę robi się coraz ciemniej. Nie ma co zwlekać, psów nadal nie ma. Pasja podłożona luzem podejmuje pracę i szybko się oddala grając na ciepłym tropie. Dystans cały czas się zwiększa... 300m, 500m, 800m, 1.5km, 2.2km. W końcu wychodzimy z Krzychem na szosę. Dystans do psa to ok. 1.2km. Jest już ciemno. czekamy na auto, które podrzuci mnie do samochodu bym mógł dotrzeć szybko do psa. Krzychu ma zostać i czekać na rozwój wydarzeń, być może psy zaraz wrócą. Nie udało się dotrzeć do Pasji stanowiącej zwierzynę. Na wyświetlaczu odbiornika widać, że już wraca po swoim tropie. Nie ma co, czekamy na asfalcie na psa. Razem z Pasją wracają kopov Jumbo i jagterrier Reks, wachtla Sago nie ma. 

Analizujemy sytuację. Psy natrafiły na odyńca w gęstych buczkach i wyprowadziły go na linię myśliwych. Myśliwy na stanowisku oddał jeden strzał. Z opisu wynikało że widział 3 może 4 psy, ale jakie i jakiej maści, to już nie był w stanie powiedzieć. Nie wiadomo czy Sago był z nimi. Mamy kilka hipotez, które poddajemy weryfikacji.

Pierwsza najczarniejsza. Gruby odyniec lubi postawić się psom. Nie ma przy tym respektu, a duża liczba psów wzajemnie się podkręca. Te czując się pewnie w grupie idą za ostro, czym nieraz przypłacają ciężkimi ranami a nawet śmiercią. Z drugiej strony ktoś coś by usłyszał, jakiś pisk, skowyt. Nawet jeśli nie, to przechodząca naganka natrafiłaby na ranionego psa, bądź ten sam by wrócił do człowieka po pomoc.

Druga również nie lepsza. Kopov wrócił bez pomarańczowej przepaski. Pierwsze o czym pomyśleliśmy to, to że ktoś próbował w trakcie polowania ukraść pracujące psy, które wyszły  miotu. I tym razem mamy tezy na obalenie tego przypuszczenia. Musiałby to być duży i fatalny zbieg okoliczności. Kto odważyłby się ukraść psy w trakcie polowania? Kto wiedziałby gdzie, co i jak pędzimy? Mało prawdopodobne.

Trzecia. Kilka dróg asfaltowych w pobliżu daje do myślenia. Może Sago doszedł do szosy a stamtąd ktoś go po prostu zgarnął do samochodu, myśląc że czyjś pies się zagubił. Jedno z ostatnich pędzeń, jest duży ruch pojazdów z obsługi polowania, ktoś by coś zauważył i dałby znać.

Czwarta najbardziej optymistyczna, że po prostu się zagubił. Psy myśliwskie bardzo często w momencie zagubienia poruszają się po duktach leśnych, szukając człowieka czy samochodu. Bardzo często również biegną za samochodem. Może oddalił się w złym kierunku.

ścieżka pokonana przez Pasję (ELBĘ z Wdeckiego Parku) łaczny dystans 5.8km
Nie tracimy czasu. Krzychu wsiada w swoje auto i objeżdża kilkukrotnie miot. W miejscu gdzie wchodził z psami zostawia swoją odzież wierzchnią. Ja w tym samym czasie sprawdzam miejsca, w których Pasja stanowiła zwierzynę. Bez efektu, psa jak nie było tak nie ma. Do godziny 19 prowadzimy poszukiwania. Po całym dniu wszyscy są zmęczeni. Poinformowany zostaje również o zaistniałym fakcie napotkany patrol Straży Leśnej sąsiedniego nadleśnictwa. Umawiamy się z Krzychem na godzinę 22, że jeszcze przekręcimy się po terenie. Do północy poszukiwania nie przynoszą efektu. Na ten moment zrobiliśmy wszystko co można było.

SAGO z Łabędziej 33 szczęśliwie odnaleziony po 2 dniach, w odległości 10 km od miejsca zaginięcia.
W ciągu następnego dnia kilkukrotnie sprawdzam te same miejsca co w dniu wczorajszym. Rzeczy właściciela są nie ruszone. Pies przepadł jak kamień w wodę. Dopiero kolejny dzień miał być przełomowy. Przed południem mamy informację, że pies najprawdopodobniej odnalazł się. Przyszedł do podleśniczego nadzorującego prace na zrębie. Pada krótka dyspozycja, ma psa złapać i dostarczyć do miejscowej leśniczówki. Puki nie mamy stuprocentowej pewności nie ma co dzwonić do Krzycha. W godzinach popołudniowych jesteśmy na miejscu. Kamień z serca... to Sago. Tylko on jeden wie co się wydarzyło.

wtorek, 7 stycznia 2014

można powiedzieć, że małe podsumowanie minionego roku

Właśnie dotarła przesyłka z Zarządu Okręgowego,a w niej dyplom i karta oceny pracy Pasji (ELBY z Wdeckiego Parku) z XII Regionalnego Konkursu Pracy Psów Dzikarzy Goraj k. Czarnkowa, 28 września 2013r.

dyplom
karta oceny pracy psa



















Cóż można powiedzieć... suka kolejny raz pokazała lwi pazur w trakcie pracy na zagrodzie. Doskonała organizacja konkursu może stanowić bez wątpienia wizytówkę podejścia do kynologii w pilskim okręgu i wzór dla innych. Sędziowanie... hmmm... Choć zajęła lokatę 13 (ostatnią z dyplomem użytkowości spośród startujących 26 psów) to śmiało traktuję ten konkurs jako wygrany. Ilekroć startowała w Goraju tylekroć na zagrodzie otrzymała maksymalne oceny - co stanowi o jej sile jako doskonałego dzikarza...a reszta, no cóż bez komentarza... bo każda ocena w końcu jest subiektywna.

Zamieszczone poniżej stwierdzenia, stanowią moje własne spostrzeżenia zebrane w trakcie uczestnictwa i prowadzenia psów na próbach i konkursach pracy w ciągu kilku ostatnich lat. Ciśnie mi się na usta jedno, dobitne słowo: U T O P I A. 

Uderza mnie po pierwsze brak znajomości "Regulaminu prób i konkursów pracy psów myśliwskich" przez sędziujących. Już nie wspominając o pewnych niedorzecznościach zawartych w nich. Zamiast porównywać pracę danego psa do wzorca rasy nierzadko porównuje się po prostu pracę psów różnych ras między sobą. Nie wspominając już o tym, że oceny układanych/ułożonych/opolowanych psów podejmują się osoby nie mające jakiegokolwiek doświadczenia w układaniu, prowadzeniu, nie wspominając o dorobku prac w naturalnym łowisku w trakcie polowania.

Druga kwestia, to faktycznie ilu myśliwych zadaje sobie trud by jego pies przeszedł takie próby? Jaki jest odsetek osób i psów polujących do niepolujących uczestniczy w tego typu spotkaniach? Jaki jest ich cel? Na pierwsze pytanie odpowiedź brzmi: niewielu, choć czasem startujący za sprawą swych podopiecznych stają się myśliwymi. Przeważają psy i właścicele niepolujący. Z czego to wynika? Sprawa jest prosta, mianowicie chodzi o uzyskania zaświadczenia o użytkowości psa, by móc go dopuścić do hodowli (tak jest w przypadku wyżłów) czy też wystawiać go na konkursach piękności, gdzie w tzw. klasie użytkowej jest mniejsza konkurencja i ryzyko przegranej - a wszystko to pod szyldem ZKwP. Tym samym cel organizowania prób i konkursów jaki sobie postawił PZŁ i ZKwP (które działają w tej kwestii w porozumieniu), nie do końca zostaje spełniony. Spotkania te miały służyć promocji kynologii łowieckiej zarówno wśród myśliwych jak i osób postronnych. A myśliwych jest zaledwie garstka. Gdzie szukać przyczyny? Dawniej by móc polować trzeba był posiadać psa o odpowiedniej profesji. Takim próbom i ocenie podlegały nawet mieszańce, potocznie zwane kundelkami czy burkami. Dziś jest zgoła inaczej, choć pewne zapisy Prawa łowieckiego regulują niektóre kwestie ale bardzo nieprecyzyjnie.

Nic...rzeczywistość jest jaka jest. Miejmy nadzieję, że pewne sprawy się zmienią, bardziej urealnią ocenę predyspozycji i ułożenia psa, bo dotychczasowe rozwiązania nie są wystarczające.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

końcówka sezonu polowań zbiorowych

Przez trzy dni polowania zbiorowego jest co robić. Trudno żeby jeden pies zdołał podołać takiemu trudowi. Do dyspozycji mam wykwalifikowane tropowce 2 płochacze niemieckie: Pasję (ELBĘ z Wdeckiego Parku), SCOOBY-ego z Łabędziej 33, i gończego gaskońskiego MORISA Le Bleu Cardinalis.

Dzień pierwszy
Sporo pracy. Praktycznie z każdego pędzenia jest coś do sprawdzenia. Z racji, że Pasja (ELBA z Wdeckiego Parku) jest szczenna, tego dnia pozostawiam ją w kojcu - w razie potrzeby jest niedaleko do domu. W ciągu pierwszego dnia pracuje drugi wachtel i gończy. Na sprawdzonych siedem miejsc: strzały do 5 dzików i 1 łani daniela klasyfikujemy jako klasyczne pudła a jeden strzał do dzika jako niegroźną obcierkę. Psy pracowały na zmianę, wzajemnie kontrolując swoje prace.

Dzień drugi
Pomimo, że w dniu wczorajszym dokładnie sprawdzono wszystkie wskazane miejsca, na prośbę myśliwych sprawdzam 3 wczorajsze dzicze miejsca. Psem kontrolnym jest doświadczona wachtelka Pasja. Efekt taki jak w dniu wczorajszym. Z faktami się nie dyskutuje, tylko przyjmuje do wiadomości. I tak mija nam przedpołudnie. Później mamy do sprawdzenia 2 miejsca, w których strzelano do dzików. W pierwszym wskazanym miejscu, myśliwy siedzący na zwyżce oddawał aż 3 strzały do dzika. Na zestrzale nic nie odnajdujemy. Po przejściu z psami na otoku pewnego odcinka, który był pokonany w kompletnym chaosie, decyduję się puścić Pasję (czerwony kolor śladu) i Scooby-ego (zielony kolor śladu) do pracy luzem.

całkowita długość pracy Pasji (ELBY z Wdeckiego Parku) oraz SCOOBY-ego z Łabędziej 33 to 1.5km


To był strzał w dziesiątkę. Po chwili psy grają na ciepłym tropie i stanowią dzika warchlaka ranionego na miękkie, który zaległ w gęstych jeżynach.

zgrana ekipa przy odnalezionym dziku warchlaku ranionym na miękkie

Chwilę daję nacieszyć się SCOOBY-emu zdobyczą a ten potwierdza zdolność oszczekiwania martwej zwierzyny.
 
SCOOBY z Łabedziej 33 głoszący odnalezionego postrzałka dzika warchlaka, trzymając go za "cztery litery" wydobywa z siebie charakterystyczny oszczek.
Sprawdzamy jeszcze jedno miejsce w którym strzelano do dzików - pudła. Po posiłku do sprawdzenia mamy kolejne dwa miejsca. Strzały dwóch myśliwych do kozy i łani jelenia. Sarna koza będzie żyć "długo i szczęśliwie... "pudło panie!". Te dwie prace MORISA Le Bleu Cardinalis sprawdzam kontrolnie z płochaczami.

Na koniec dnia pozostaje sprawdzenie skuteczności strzału do łani jelenia. Akurat ten strzał miałem okazję słyszeć i pobicie kuli było wyraźne. Na trop zakładam SCOOBY-ego i Pasję. Po ok. 350m z podsadzeń bukowych na drzewostanie sosnowym, podnosi się łania jelenia z cielakiem. Psy ruszają w gon. Początkowo myślałem, że podniosły nam się zdrowe jelenie. Jednak po chwili dochodzę do wniosku, że nie wytrzymałyby tak długo w tym miejscu, gdyż obok był pędzony miot. Po 1km psy stanowią zwierzynę.

całkowita długość pracy psów Pasji (ELBY z Wdeckiego Parku) i SCOOBY-ego z Łabedziej33 to 1.4km

Do obejścia mam duże grodzenie i jestem przy psach po ok.15min. Psy tańczą w koło leżącej łani jelenia, która nie ma sił się podnieść. Po dostrzeleniu oględziny tuszy wskazują postrzał na miękkie. Wszystko fajnie, a teraz najmniej przyjemna część, mianowicie ściągnięcie z olsu nie małej łani.
 
Pasja (ELBA z Wdeckiego Parku) i SCOOBY z Łabędziej 33 przy odnalezionej łani jelenia
Dzień trzeci
Przebiegał nad wyraz spokojnie. Można powiedzieć, że pracy wiele nie było... do wieczora, kiedy to na pokocie jednemu myśliwemu przypomniało się, że z chmary jeleni po kilku strzałach odłączyła się na rzepaczysku łania. Jedziemy z psami na miejsce. Nie przepadam za ganianiem po lesie po nocy, ale trudno... Łani jelenia nie odnajdujemy za to martwego dziczka na lekko spóźnioną komorę który został w miocie owszem. Nikt postrzałka nie zgłaszał. Psy kolejny raz pokazały klasę, że jak ma być coś, to jest to podniesione. Jedynie gończy gaskoński MORIS Le Bleu Cardinalis nie powiększył swego konta  odnalezionych postrzałków zwierzyny grubej - czasami tak bywa, za to jego praca stonowana, spokojna i wytrwała zasługuje na ocenę godną pochwały.

środa, 1 stycznia 2014

nowy rok, nowe plany...

Jak już informowaliśmy na przełomie styczeń-luty spodziewamy się w hodowli drugiego miotu z ponownego skojarzenia doskonałych użytkowo psów:

szczenna Pasja (ELBA z Wdeckiego Parku)
O: MłChPl ChPl DIZEL z Grodziskich Borów PP Iº, KPMR A Iº, KT Iº, KD Iº oszczekiwacz
M: ELBA z Wdeckiego Parku KT Iº, KD Iº (w nomenklaturze czesko-słowackiej
głośny oznajmiacz - nie potwierdzony dokumentem)

Zamierzamy również powiększyć naszą sforę o jednego a może nawet dwa płochacze niemieckie... czas pokaże.