sobota, 31 stycznia 2015

nowy reproduktor wachtelhunda

Panu Jackowi gratulujemy dochowania się kolejnego reproduktora i championa pochodzącego z  hodowli "z Łabędziej 33". Jak widać możliwe jest połączenie dobrego eksterieru z użytkowością. A nam jest miło, że mieliśmy w tym swój udział.

ChPl SCOOBY z Łabędziej 33 PP I, KT III (syn IBISA St. Hubertus x ODETA z Kosickej)



Pies pracujący jako tropowiec - naturalny oszczekiwacz (głosi każdy rodzaj zwierzyny grubej), w rękach leśnika Mieczysława Stoltmana zam. leśnictwo Rutwica (k. Wałcza) 
tel. kom. 502 665 667.

 


 

 

czwartek, 8 stycznia 2015

Ostatnia w sezonie łowieckim 2014/2015 praca ELBY z Wdeckiego Parku (Pasji), niejako na potwierdzenie jej ogromnych zdolności.

Ostatnia dewizowa zbiorówka w sezonie 2014/2015, którą zabezpieczałem z psami. Póki nie było postrzałków, miałem okazję przeprowadzić przez dwa miotu ATHENĘ z Polesi Bor (Łowną). Efekt pracy poniżej. 

ATHENA z Polesi Bor (Łowna) z wypracowanym w miocie warchlakiem
W końcu zaczęły spływać informacje o miejscach, w których dużo strzelano do dzików i jeleni ale bez efektów, żadnej farby nie znaleziono. Kontrolne przejście z psami potwierdza, że były to klasyczne pudła. 

W ostatnim pędzeniu myśliwy oddał strzał do łani jelenia, która zaznaczyła i dość obficie na początku farbowała. Sztuki jednak nie odnaleziono. Dodatkowo prawdopodobnie za nią pogonił jeden kopov podkładany w nagance. 

Na miejsce dotarłem chwilę  przed godz. 16. W międzyczasie kolega dał znać, że pies wrócił. Rozpoczęliśmy z ELBĄ z Wdeckiego Parku (Pasją) od olsu gdzie łania jelenia przebiegła, a którą to widział myśliwy, zajmujący stanowisko na zwyżce. Ta praca również jest prowadzona bezpośrednio luzem. Spodziewałem się że łania zaległa w trzcinach nieopodal łąki. 

Po krótkim przejściu przez środek olsu ELBA z Wdeckiego Parku (Pasja) podjęła niewidoczny dla mnie trop i głosząc zaczęła się oddalać. W świetle latarki nie widziałem żadnej farby, suka jednak nie odpuszczała i w mgnieniu oka dystans z 500 m wzrósł do 1 km a po kolejnych minutach do 2,5 km, by po chwili na wyświetlaczu pojawił się komunikat „Pasja zagonić zwierzynę”. Nie ma na co czekać. Wracam do auta i staram się jak najszybciej dojechać do stanowiącego zwierzynę psa. 

Nie wiem czy to faktycznie ta raniona łania, gdyż z doświadczenia wiem, że suka potrafi samodzielnie przytrzymać grubego dzika i nie odpuszczać mu przez kilkanaście a nawet kilkadziesiąt kilometrów i wcale nie musi to być raniony lub osłabiony osobnik.

Po ok. 40 min jestem jakieś 200 m od bez wątpienia stanowiącego zwierza psa. Gruby głos daje wyraźnie znać, że nie jest to mała sztuka. Powoli zbliżam się ale za każdym razem jak jestem w dystansie 60 – 80 m wszystko się oddala. Pasja nie daje za wygraną i nie odpuszcza, a mnie zaczyna się wydawać, że walczy z niedużym mobilnym zdrowym dziczkiem. Nawet dwukrotnie próbuję odwołać sukę gwizdkiem, jak się później okazało na szczęście bezskutecznie.


W końcu udało mi się podejść na dystans w którym w świetle latarki jednoznacznie potwierdziłem, że suka trzyma jednak jelenia. Ale widząc tylko świece nie zdecydowałem się na bardzo ryzykowny strzał i to jeszcze w kierunku szosy i zabudowań. Stwierdziłem, że sam nie dam rady i wykonałem telefon do prowadzącego by mi przysłał chłopaków, którzy przyświecą odpowiednim sprzętem i od razu ściągną łanię na pokot, bo jej los w przypadku pracy Pasji był dla niej już przesądzony.

Zapis pracy ELBY z Wdeckiego Parku na ranionej łani jelenia na sztych przez szynkę i mięśnie przy łopatce przedniego badyla z tej samejstrony. Całkowity czas pracy psa ponad 1 godz. Stanowienie 45 min w 8 miejscach.. Całkowita długość przebytego dystansu w trakcie pracy 6.1 km.
Ledwo odłożyłem słuchawkę od ucha, kiedy to nie naciskana łania ruszyła między grodzonymi gniazdami na szosę a za nią pies. Tak szybko już dawno nie biegłem przez krzaki by zatrzymać jadące szosą samochody, które pomimo panującej gołoledzi gnały drogą dosłownie na zabój. Uff udało się. 

Pasja trzymała łanię za badyl na środku publicznej drogi, po chwili położyła ją w przydrożnym rowie próbując zdławić. A mnie po krótkim jej odwołaniu udało się wykorzystać moment i dostrzelić bezpiecznie ranioną łanię jelenia, jednocześnie oszczędzając publice dantejskich scen. 

Jest godz. 17:10 podjeżdżają dwie terenówki a w nich chłopaki, którzy nie dowierzają, że aż tutaj zawędrowała ta łania jelenia. Po oględzinach okazało się, że byłą raniona przez szynkę na sztych i kula wychodząc zahaczyła jeszcze o mięśnie na łopatce po tej samej stronie. Kula nie uszkodziła po za mięśniami żadnych kości i narządów. Bez wątpienia sztuka nie do dojścia. 

Praca ELBY z Wdeckiego Parku (Pasji) była obok pracy w trakcie rykowiska na byku ranionym na badyl najlepsza w sezonie 2014/2015 i kolejny raz potwierdziła, że suka w pracy tropowca jest niesamowicie mocna.

Na pokocie złożono 31 sztuk zwierzyny grubej.

wtorek, 6 stycznia 2015

3-5.01.2015 trzy dniowe dewizowe polowanie zbiorowe za nami... oj było co robić

Dla młodziutkiej (rocznej) ATHENY z Polesi Bor (Łownej) były to kolejne pierwsze boje pracy w miocie. Suka rozwija się bardzo dobrze. Jej praca zapisywana i podglądana na sprzęcie Garmin Astro 320 potwierdziła, że jest samodzielna i potrafi oddalić się za zwierzyną nawet na dystans 1 km. Głęboki poszuk i dobry wiatr z głoszeniem każdego tropu zwierzyny grubej, to norma dla dobrego płochacza niemieckiego.


Jedni uważają że głoszenie na ciepłym tropie to bałamucenie, jednakże nawet w kraju pochodzenia rasy psy muszą wykazać się taką umiejętnością i im lepszy głos, jego częstotliwość, potwierdzająca dobry wiatr i trzymanie się tropu, im lepsza donośność tym lepiej w ocenie. Dla mnie nie stanowi problemu rozróżnienie czy mój pies głosi na ciepłym tropie czy na oko i jaki rodzaj zwierzyny prowadzi. Dzięki głośnemu gonowi możliwe jest określenie kierunku przemieszczania się zwierzyny w miocie, co pozwala na przygotowanie się myśliwych do ewentualnego oddania strzału.  





















ELBA z Wdeckiego Parku i ATHENA z Polesi Bor podniosły razem 4 postrzałki – dziki warchlaki. Każda z prac była jedynie rutynowym sprawdzeniem stanowisk z których wielokrotnie oddawano strzały do dzików. Farby w żadnym przypadku nie odnaleziono. Prace nie były długie i mieściły się w zakresie od 100 do 250 m. Jednakże każda z ich, z racji panujących warunków terenowych była pracą luzem. Bez psów 3 zgasłe sztuki byłyby nie do odnalezienia w gęstych świerczynach i szczotach bukowych. Jeden dzik warchlak był raniony po biegu jednak psy doszły go na bagnie i osaczyły. 


Te trzy dni  potwierdziły zasadę, że nie ma zbiorówek bez postrzałków.

Po trzech dniach na pokocie złożono 49 sztuk zwierzyny (w tym 32 dziki).